Przybij!
Treść
NOWY SĄCZ. Krzysztof Jakowicz na festiwalu wirtuozerii i żartu muzycznego
Podczas niedzielnego festiwalowego koncertu w nowosądeckim "Sokole" Waldemar Malicki zagrał wreszcie z jednym z najlepszych polskich skrzypków Krzysztofem Jakowiczem. Udało im się połączyć dwie bardzo trudne do pogodzenia rzeczy. Było serio i żartobliwie jednocześnie. Drugą część wypełniły utwory grane przez grupę "New Musette Quartet" poszukującą nowego stylu inspirowanego lekką muzyką paryskiego bulwaru.
Krzysztof Jakowicz zapowiadany był w Nowym Sączu od dawna. Na jednym z wieczorów zastąpił go z powodzeniem jego syn, także skrzypek. Wreszcie się udało. Pojawił się wraz z Waldemarem Malickim przed sądecką publicznością jak najbliżej foteli, na proscenium, przed zasłoniętą kurtyną, by stworzyć dla słuchaczy jak najbardziej kameralne wrażenie. Obaj są niekwestionowanymi mistrzami w swoim fachu. Mogli więc sobie pozwolić na nieco więcej swobody. W pewnym momencie podeszli do siebie i klepnęli dłonią o dłoń w znanym geście "przybij", zadowoleni, że idzie im to tak dobrze.
Grali utwory trudne. Oprócz standardów musicalowych i kilku popularnych kompozycji Fritza Kreislera, wykorzystali partytury z technicznymi łamańcami dwóch szaleńców skrzypcowych, Wieniawskiego i Sarasatego. Przyznać trzeba, że w kompozycjach nie oszczędzali oni ani siebie, ani instrumentów. Dla wykonawców, to najwyższa szkoła jazdy. Profesor Jakowicz, od czterdziestu lat prowadzący klasę skrzypiec w warszawskiej wyższej szkole muzycznej, z górą tytułów i nagród na koncie, wykonywał tę ekwilibrystykę z wdziękiem młodzieniaszka. Chwilami nawet frywolnie zaglądał Malickiemu do nut, przerywał utwory żarcikami. W pewnym momencie wyszedł na krótki spacerek za kulisy. - Państwo wybaczą, to już starszy pan - tłumaczył go pianista, po czym udał się na poszukiwania partnera. Zza kulis zaczęły dochodzić rozmowy obu panów. - Naprawdę powiedziałeś o mnie starszy pan? - dopytywał Malickiego Jakowicz. Te grepsiki były, rzecz jasna, umówione z góry. Dawały radość słuchania. Na dobrą sprawę w tytule festiwalu brakuje tego słowa.
Były też momenty gry prawdziwie namiętnej i uduchowionej. Obaj wykonawcy znajdują porozumienie w tej samej emocjonalnej tonacji.
Po przerwie popisywał się kolejny festiwalowy kwartet, akordeonisty Wiesława Prządki, pozostającego pod urokiem francuskiego kompozytora na ten instrument Richarda Galliano. Występ także perfekcyjny technicznie, utrzymany w jednorodnych stylizacjach muzyki paryskiego ogródka, ocierający się o otchłannego Argentyńczyka Piazzollę. Zbyt dużo było w tym jednak kawiarni, zabrakło duchowej przestrzeni i tytułowej namiętności.
(WCH)
"Dziennik Polski" 2006-02-28
Autor: ab