Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Przywileje prezesów

Treść

W krakowskim MPEC pracownicy otrzymują pensje blisko o połowę wyższe, niż średnia krajowa - podała "Gazeta Wyborcza". Owe przywileje pracowników tej miejskiej spółki są skutkiem porozumień związkowych z 1993 roku. W nowosądeckiej spółce energetycznej szczególne przywileje obejmowały do niedawna ścisły zarząd spółki. Jeszcze w 2003 roku prezesi byli praktycznie nieusuwalni, nawet po zakończeniu kadencji.



W sądeckim Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej, zgodnie z umową spółki z drugiej połowy lat 90., członkowie zarządu mieli tak skonstruowane umowy, że po upływie kadencji mieli zapewnioną pracę na stanowiskach zgodnych z ich kwalifikacjami.


Podobnie umowy w dwóch kolejnych spółkach: Sądeckich Wodociągach i Składowisku Odpadów Komunalnych, z jedną różnicą - tam pracodawca-reprezentant właściciela spółek - miał obowiązek zatrudnić prezesów na stanowiskach odpowiadających ich kwalifikacjom, ale tylko na ich wniosek.


Z kolei spółka "Pływalnia nad Kamienicą", w razie odwołania prezesa przed upływem kadencji, zapewniała mu niezgodą z prawem pracy sześciomiesięczną odprawę, podczas gdy kodeks pracy dopuszcza tylko trzymiesięczną. Niezgodny z prawem był również wynikający z układu zbiorowego pracowników spółki MPEC zapis o nagrodach jubileuszowych, które były tam do 2003 roku kilkakrotnie wyższe, niż przewidywało prawo.


Porządkowaniem umów spółki zajął się przed dwoma laty Lucjan Tabaka, zatrudniony przez prezydenta Nowego Sącza pełnomocnik do spraw nadzoru właścicielskiego. W 2003 zmienił wszystkie umowy o pracę oraz umowy spółek, by nie kolidowały z obowiązującym prawem. Opierał się m.in. o wyrok Sądu Najwyższego z 4 czerwca 2002 r., w którym stwierdzono, że postanowienia umowy o pracę dotyczące wynagrodzenia za pracę w zakładach sfery publicznej mogą być przez pryzmat zasad współżycia społecznego oceniane jako nieważne, w części przekraczającej granice godziwości.


Dziś prezesi spółek komunalnych, odwołani z funkcji, lub po zakończeniu kadencji, muszą sami znaleźć sobie nowe zajęcie. (MONK)

"Dziennik Polski" 2005-01-25

Autor: ab