Pusto w rurach
Treść
Koniuszowa, Ubiad, Popardowa, Cieniawa, Mystków i Mogilno to tylko kilka wybranych miejscowości na liście strażaków, którzy non stop wożą wodę cysternami do wiejskich zbiorników, by złagodzić jej niedobór w sądeckich gminach Nawojowa, Kamionka Wielka, Chełmiec i Korzenna. Sądecczyznę nęka coraz większy niedobór wody. Przewidywania naukowców badających zasoby wodne Beskidu Sędeckiego są zatrważające. W ostatnich latach w sposób widoczny ubywa wód głębinowych w beskidzkim masywie skalnym. Nikną górskie strugi, rzeka Kamienica przypomina niewielki potok. Systematycznie obniża się poziom wody w studniach wierconych coraz gęściej ze względu na budowę nowych domów. Strażacy generalnie nie dolewają wody do pustych studni w gospodarstwach indywidualnych, bo tych zleceń byłaby niezliczona ilość. Koncentrują się na uzupełnianiu zbiorników zaopatrujących większą liczbę mieszkańców w miejscowościach, gdzie bez takiej akcji po prostu w ogóle nie byłoby wody w rurach. Wpisują to jako interwencje przy miejscowych zagrożeniach, a wyjazdy traktują jako akcje ratunkowe. - Brak wody jest podstawowym zagrożeniem dla ludzi, tak jak wybuch ognia - mówi starszy kapitan Arkadiusz Nosal z wydziału operacyjno szkoleniowego Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu. - Nasza komenda dysponuje jedną dużą cysterną służącą do dowozu wody. Zabiera jednorazowo 19 tys. litrów. To potężny samochód. Od 17 lipca niemal codziennie dowozimy nim wodę do zbiornika na Popardowej. Nawojowa boryka się od dawna z problemem wody. U stóp Popardowej zrobiono cztery odwierty, z których według zapewnień geologów miało być wody jeszcze z zapasem na wiele lat. Niestety nadzieje okazały się wygórowane. Codzienny podjazd do zbiornika znajdującego przy wąskiej stromej drodze w połowie góry jest zadaniem karkołomnym. - To wymaga od kierowców najwyższego kunsztu jazdy - mówi Arkadiusz Nosal. - Do Koniuszowej, gdzie także jest zbiornik wodny obsługujący okoliczne osiedla robimy dwa kursy dziennie. To nam wyłącza z gotowości bojowej jedną dużą cysternę, ale nie ma na to rady. Woda, którą w niej wozimy nadaje się do picia. Gdyby wybuchł w tym samym czasie pożar, mamy samochód ze zbiornikiem o połowę mniejszym. Mamy też w odwodzie jednostki OSP będące w krajowym systemie ratownictwa. Sytuacja taka trwa do dawna, ale musi być jakoś rozwiązana przez samorządy. Wójt Leszek Skowron z Korzennej tłumaczy, że od początku kadencji robi co może, by udrożnić już istniejący system wodociągowy i ostatecznie podłączyć go do magistrali z Nowego Sącza. - Przy pomocy specjalistów z "Sądeckich Wodociągów" usunęliśmy już powody ciągłych awarii i zapowietrzania się naszej sieci - mówi wójt Skowron. - W piątek jestem umówiony z prezydentem Nowego Sącza, właścicielem spółki "Sądeckie Wodociągi", by omówić z nim możliwość podłączenia się Korzennej do jednej sieci i tranzytu wody do miejscowości z naszej gminy. Równolegle przygotowujemy dwa odwierty w Siedlcach. Mają mieć podobno wydajność dwóch metrów sześciennych na godzinę. Po doświadczeniach wójta Kiełbasy w Nawojowej jestem jednak sceptyczny. Problem w tym, że nie mamy w budżecie pieniędzy na te inwestycje. Próbowałem się rozpytać w Urzędzie Marszłakowskim, czy są jakieś możliwości zdobycia środków funduszowych czy unijnych na ten cel. Wniosek jest taki, że będziemy musieli z kolegami z innych gmin brać kredyty na rozbudowę sieci. Dla nas podłączenie się do sądeckiej magistrali wodnej jest jedynym sensownym zadaniem docelowym. Tymczasem codziennie strażacy odkręcają swoje hydranty przy ulicy Grybowskiej, pompują wodę do beczkowozu i jadą załogą: kierowca plus strażak - do wymienionych na początku miejscowości, gdzie, najczęściej wysoko na wzgórzach, umieszczono zbiorniki wodne. Na szczęście w hydrantach miejskich na razie woda jest. Wojciech Chmura "Dziennik Polski" 2007-07-25
Autor: wa