Rachunek strat
Treść
NOWY SĄCZ. Do czasu wyjaśnienia wątpliwości, lokatorzy bloków Spółdzielni Mieszkaniowej "Beskid" na osiedlu Wólki nie zamierzają płacić za naliczone im niespodziewanie straty ciepłej wody. Mieszkańcy ostro zaprotestowali przeciwko dodatkowym kosztom, których powodu nie rozumieją i solidarnie odmówili uregulowania rachunków. Burza wybuchła, gdy do mieszkańców dotarły książeczki opłat czynszu za II kwartał tego roku. Pojawiła się tam pozycja pn. "strata ciepłej wody za 2005 r.", co oznacza konieczność dopłaty nawet kilkuset złotych. Burza wybuchła, gdy do mieszkańców dotarły książeczki opłat czynszu za II kwartał tego roku. Pojawiła się tam pozycja pn. "strata ciepłej wody za 2005 r.", co oznacza konieczność dopłaty nawet kilkuset złotych.
- Po raz kolejny zarząd spółdzielni zaskakuje lokatorów dodatkowymi kosztami, których powodów nie znamy - oburzają się mieszkańcy bloków na osiedlu Wólki. - Wyznawana jest tutaj zasada działania przez zaskoczenie. Najpierw rozsyła się zawyżone rachunki, a dopiero potem organizuje spotkania, na których próbuje się sprawę wyjaśnić. A i to zwykle jest wynikiem protestu lokatorów, bo gdyby ludzie się nie oburzyli, to pewnie nikt by się z takimi tłumaczeniami nie spieszył.
Prezes zarządu spółdzielni Piotr Gawron potwierdza, że spotkania z mieszkańcami faktycznie się odbędą. Walka na argumenty nie będzie łatwa, bo ludzie mówią wprost - zbyt często musimy ponosić koszty niegospodarności zarządu spółdzielni i jej pracowników.
- Problem bierze się z dużych różnic pomiędzy tym, co nalicza nam MPEC, a wskazaniami liczników w poszczególnych mieszkaniach - mówi Piotr Gawron. - Z pierwszego źródła wynika, że kwartalnie osiedle zużywa średnio dwa tysiące metrów sześciennych wody, podczas gdy nasze odczyty pokazują zużycie znacznie mniejsze. Musimy więc dopłacić do rachunku 64 tysiące złotych, bo do rozliczenia brakło aż 4,5 tysiąca metrów sześciennych. Kwotę rozbijamy na blisko trzysta mieszkań i będzie ją można spłacać w dziewięciu ratach.
Kłopot w tym, że lokatorzy płacić nie zamierzają. Przed kilkoma laty zainwestowali w montaż liczników wskazujących ilość wykorzystanej wody. Mieli nadzieję na oszczędności, a zafundowano im dopłaty.
- Niestety, na osiedlu jest tylko jeden zbiorczy licznik umieszczony w kotłowni - wyjaśnia Piotr Gawron. - Niskie parametry sieci uniemożliwiają zamontowanie takich wskaźników w każdym z bloków. Sprawę pogarsza jeszcze fakt, że licznik w kotłowni jest bardzo czuły, a w mieszkaniach umieszczone są wodomierze niższej klasy. Dlatego ten pierwszy pokazuje nawet minimalne zużycie wody, podczas gdy wskaźniki u lokatorów w ogóle ich nie rejestrują. Nie można też wykluczyć nielegalnych działań, bo przecież od dawna wiadomo, że na aukcjach internetowych można kupić magnesy, które wstrzymują pracę liczników.
Dlatego władze spółdzielni gorączkowo poszukują sposobów wyjścia z sytuacji. Najlepszym wydaje się wymiana liczników w mieszkaniach na nowsze, ale wtedy koszty takiej inwestycji musieliby pokryć sami spółdzielcy. W grę nie wchodzi obliczenie średniego zużycia i obciążenie takimi samymi rachunkami wszystkich mieszkańców, bo oczywisty jest protest lokatorów, którzy oszczędzają na wodzie i zużywają jej najmniej.
- Będziemy o tym dyskutować na spotkaniach z mieszkańcami. Postaramy się też wyjaśnić wszystkie wątpliwości - zapewnia prezes Gawron.
- Oby argumenty były logiczne i przekonywujące - ironizują protestujący lokatorzy i podkreślają, że nie zapłacą ani złotówki, jeśli sprawa nie zostanie wyjaśniona.
Paweł Szeliga
"Dziennik Polski" 2006-05-11
Autor: ab