Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Rehabilitacyjne niepokoje

Treść

NOWY SĄCZ. Szpitalna poradnia rehabilitacyjna będzie sprywatyzowana. 28-osobowa załoga dowiedziała się o przetargu na dzierżawę poradni przypadkiem. Mają żal do Artura Puszki, dyrektora szpitala, że z nimi nie porozmawiał. - Może wówczas założylibyśmy spółkę i sami poprowadzili poradnię - mówią. - Nic nie jest przesądzone. W każdej chwili mogę odwołać przetarg - odpowiada dyrektor.

29 sierpnia w prasie pojawiło się ogłoszenie o przetargu na dzierżawę poradni rehabilitacyjnej. Za ponad 1300m2 powierzchni poradni dyrekcja szpitala chce pobierać miesięczny czynsz w wysokości prawie 32 tys. zł. W poradni znajdują się urządzenia do rehabilitacji warte około stu tys. zł.

NOWY SĄCZ. Szpitalna poradnia rehabilitacyjna będzie sprywatyzowana. 28-osobowa załoga dowiedziała się o przetargu na dzierżawę poradni przypadkiem. Mają żal do Artura Puszki, dyrektora szpitala, że z nimi nie porozmawiał. - Może wówczas założylibyśmy spółkę i sami poprowadzili poradnię - mówią. - Nic nie jest przesądzone. W każdej chwili mogę odwołać przetarg - odpowiada dyrektor.

Biję się w piersi

29 sierpnia w prasie pojawiło się ogłoszenie o przetargu na dzierżawę poradni rehabilitacyjnej. Za ponad 1300m2 powierzchni poradni dyrekcja szpitala chce pobierać miesięczny czynsz w wysokości prawie 32 tys. zł. W poradni znajdują się urządzenia do rehabilitacji warte około stu tys. zł.

Wszystko na czas nieokreślony trafić ma w prywatne ręce.

- Dlaczego prowadzenie rehabilitacji ma się opłacić prywatnej firmie, a nie opłaca się szpitalowi. Dlaczego z internetu, a nie od naszego szefa dowiadujemy się o prywatyzacji? - zastanawiają się fizjoterapeuci, rehabilitanci, masażyści.

- Mój błąd, biję się w piersi, mogłem ich poprosić do gabinetu i powiedzieć o planach. Sądziłem jednak, że skoro rozmawiam z przedstawicielami reprezentujących załogę związków, nie muszę dodatkowo ich informować. Spotkam się z nimi, choćby jutro, jeśli jest taka potrzeba - mówi dyrektor Puszko.

Pracownicy poradni wiedzą, że dyrekcja szpitala podjęła decyzję po konsultacji ze związkami zawodowymi. Z ogłoszenia w internecie wiedzą, że w warunkach przetargu zapisano, że nowy właściciel poradni ma zatrudniać całą załogę przez kolejne trzy lata i na ten okres zagwarantować im zastane warunki wynagrodzenia.

- A co z podwyżkami, które minister zdrowia, Zbigniew Religa, obiecał pracownikom publicznej służby zdrowia od października? Gdy pójdziemy w prywatne ręce nas one nie obejmą - obawiają się pracownicy.

Dyrektor Puszko uspokaja, jeśli - co wcale nie jest takie pewne - ta grupa zawodowa, do której zaliczają się pracownicy rehabilitacji, dostanie obiecaną podwyżkę (średnio 30 proc.) to nowy pracodawca przejmie ekipę z podwyższonymi pensjami. Bo choć przetarg ma być rozstrzygnięty 28 września, umowa zostanie podpisana prawdopodobnie z dniem 1 listopada. Podwyżka miałaby obowiązywać od 1 października.

Rehabilitacja na minusie

Dlaczego poradnia rehabilitacyjna nie może pozostać w strukturach sądeckiego szpitala? Jeszcze wiosną dyrektor Puszko mówił o stworzeniu szpitalnego oddziału rehabilitacji z co najmniej dziesięcioma łóżkami. Co z tą propozycją? - pyta w imieniu pracowników Józefa Sznajder, mgr rehabilitacji sponad 30-letnim stażem pracy.

- Zabiegi rehabilitacyjne są nisko opłacane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Szpitalowi nie opłaca się tworzyć stacjonarnej opieki rehabilitacyjnej. Być może na ten temat będziemy negocjować z firmą, która wygra przetarg - zastanawia się dyrektor.

Poradnia jest deficytowa. Roczny kontrakt z NFZ opiewa na kwotę 600 tys. zł. Tymczasem same koszta osobowe wynoszą 720 tys. zł.

- Co miesiąc dopłacamy do poradni 31 tys. zł. W skali roku to daje sumę 360 tys. Za tę kwotę moglibyśmy kupić dobry sprzęt dla szpitala. Przekazując poradnię na zewnątrz nie ponosimy kosztów i jeszcze zyskujemy comiesięczny czynsz ok. 30 tys. zł brutto - wylicza Marcin Rolka, wicedyrektor sądeckiego szpitala do spraw administracyjnych.

Jego zdaniem to jedyne rozsądne rozwiązanie. Bo prywatna firma może prócz bezpłatnych zabiegów, finansowanych z kontraktu z NFZ, świadczyć pacjentom dodatkowe płatne zabiegi. Może poszerzyć ofertę rehabilitacyjną, dokupić sprzęt. Szpital nie może sobie na to pozwolić. Prawo nie pozwala zarabiać na zabiegach. A kontrakt nie wystarcza nawet na pensje.

Niech założą spółkę

Po ogłoszeniu przez dyrekcję szpitala przetargu na dzierżawę poradni przy ul. Kazimierza Wielkiego 4 obiekt zaczęła z zainteresowaniem oglądać właścicielka jednej z sądeckich prywatnych poradni rehabilitacyjnych "Tukan". Tylko ona pobrała specyfikację przetargową.

Pracownicy poradni zaczęli podejrzewać, że sprawa przejęcia ich przez tę konkretną firmę jest przesądzona.

- Właścicielka tej poradni wchodziła do gabinetów bez pukania, oglądała sprzęt, kaloryfery, komentowała - opowiadają pracownice.

Wczoraj z pracy w poradni rehabilitacyjnej zrezygnowała jedna z lekarek, załogę poinformowała, że nie chce współpracować z nowym właścicielem.

Ale decyzja jeszcze nie zapadła. Jak dotąd do dyrektora Rolki nie wpłynęła żadna oferta. Te, które wpłyną zostaną otwarte 28 września w południe.

Dyrektor przyznaje, że dzierżawą poradni rehabilitacyjnej wraz z cała załogą zainteresowana jest na razie tylko jedna firma. Nic dziwnego, że przygląda się obiektowi, który ma przejąć. Ale to jeszcze nie znaczy, że ona wygra.

- Dochodzą mnie słuchy, że pracownicy poradni zainteresowani są zawiązaniem spółki i wzięciem poradni w swoje ręce. Jeśli uda im się skrzyknąć, to mogą sami przejąć poradnię. W każdej chwili mogę odwołać przetarg, jeśli zagwarantują, że poprowadzą rehabilitację - mówi.

Wczoraj Artur Puszko w rozmowie z "Dziennikiem Polskim" zadeklarował, że spotka się z pracownikami rehabilitacji i porozmawia z nimi między innymi o możliwości przejęcia poradni przez spółkę pracowników.

Monika Kowalczyk , "Dziennik Polski" 2006-09-20

Autor: ea