Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ronaldo, Deco, Scolari i inni

Treść

Przegrana z Finlandią, remis z Serbią i wygrana z Kazachstanem - to dotychczasowy bilans występów polskich piłkarzy w eliminacjach do mistrzostw Europy 2008. Jutro nasi zagrają po raz czwarty, z rywalem dużo wyżej notowanym i zdecydowanie groźniejszym niż trzej wcześniejsi - z Portugalią. Do Chorzowa zjadą wielkie gwiazdy największych europejskich klubów i jeden z najsłynniejszych szkoleniowców świata. Jak dotąd Polska i Portugalia spotykały się na piłkarskim boisku siedem razy. Po raz pierwszy 30 lat temu w Porto w meczu eliminacji mistrzostw świata. Polska wygrała wówczas 2:0, rok później w rewanżu w Chorzowie był remis 1:1. Biało-Czerwoni awansowali do finałów. Kolejne trzy mecze padły łupem rywali. W 1981 r. przegraliśmy w towarzyskiej potyczce w Lizbonie 0:2, by następnie ulec w eliminacjach mistrzostw Europy 1:2 (1982, Lizbona) i 0:1 (1983, Wrocław). W 1986 r. oba zespoły zmierzyły się w mistrzostwach świata w Meksyku. Było to niezapomniane spotkanie, po golu Włodzimierza Smolarka Polacy wygrali 1:0, co dało im awans z grupy. Dziś jedną z gwiazd naszej reprezentacji jest syn pana Włodzimierza, Euzebiusz. Nikt nie miałby nic przeciwko temu, by poszedł w ślady ojca i jutro zapewnił polskiej drużynie najskromniejsze nawet zwycięstwo. Ostatni pojedynek Polski i Portugalii miał miejsce przed czterema laty na mistrzostwach świata w Japonii i Korei. Mimo buńczucznych wręcz zapowiedzi ówczesnego selekcjonera Jerzego Engela i jego podopiecznych Biało-Czerwoni byli tylko tłem dla fantastycznie dysponowanego rywala, który wygrał aż 4:0. Katem naszej ekipy okazał się Pedro Pauleta, zdobywca trzech bramek. Dziś nie ma go już w reprezentacji, ale są inni. Wielkie gwiazdy największych klubów świata. W sobotę Portugalia rozbiła Azerbejdżan 3:0. Nie wynik był jednak najważniejszy, bo gdyby chciała, mogła wygrać nawet 6:0 albo i wyżej. Podopieczni brazylijskiego szkoleniowca Luiza Felipe Scolariego zagrali efektownie, ale wyraźnie oszczędzali siły na pojedynek z Polakami. Oni wiedzą doskonale, jak wielką wagę ma jutrzejsza potyczka. Cristiano Ronaldo to as Manchesteru United i obecnie jeden z najbardziej efektownie grających piłkarzy świata. W sobotę zdobył dwie bramki i był najlepszym zawodnikiem meczu. Dynamiczny, kapitalnie wyszkolony technicznie, świetnie operujący obiema nogami, jest dziś prawdziwą gwiazdą portugalskiej piłki. I nie ma znaczenia, iż często przesadza z dryblingiem, że lubuje się w indywidualnych akcjach, nie dostrzega lepiej ustawionych kolegów. Kibice kochają takich piłkarzy i dla ich popisów przychodzą na trybuny. Jutro polscy obrońcy staną przed wyjątkowym wyzwaniem: powstrzymać Ronaldo. Ale nie tylko on stanowi o sile portugalskiej jedenastki. Deco, Nuno Gomes, Costinha, Maniche czy Ricardo Carvalho to zawodnicy znani w każdym zakątku futbolowego świata. Obok nich są i inni. Polaków czeka niezwykle trudne zadanie. Z drugiej jednak strony - do wykonania; przecież na początku września w Helsinkach Finlandia zremisowała z Portugalią 1:1 w wyrównanym boju. Gwiazdą, i to pierwszej wielkości, naszych jutrzejszych rywali jest także ich trener. Luiz Felipe Scolari to jeden z najlepszych i najbardziej oryginalnych szkoleniowców świata. Zrobiło się o nim głośno, gdy przejął znajdującą się w ciężkiej sytuacji reprezentację Brazylii. Nie znaczy to oczywiście, że wcześniej nie notował sukcesów. Przeciwnie. Z prowadzonymi przez siebie drużynami klubowymi sięgał bowiem po mistrzostwo i puchar kraju, zdobywał Puchar Libertadores. Pracę z kadrą rozpoczął w momencie, gdy ta dramatycznie walczyła o awans do finałów mistrzostw świata w Korei i Japonii. Cel został zrealizowany, ale to był dopiero pierwszy krok. Jak zawsze przed zespołem postawiono jeden konkretny cel - tytuł - i ten przy wielkim udziale Scolariego go zrealizował. Trener stał się w ojczyźnie bohaterem, choć wcześniej wymierzano w niego ciężką artylerię. Scolari lubi bowiem piłkarzy, którzy nie boją się ciężkiej pracy, którzy go słuchają i wykonują wszystkie polecenia. Między innymi z tego powodu zrezygnował z usług Romario, jednego z futbolowych idoli całej Brazylii. Ten krok spotkał się z totalną krytyką, ale trener nie ustąpił. Nie bał się także pójść na słowną wojnę z samym Pele. - Jeżeli chcesz zdobyć tytuł, wysłuchaj Pelego i zrób wszystko dokładnie odwrotnie - powiedział przed mundialem. Podczas mistrzostw jego koncepcja triumfowała. Reprezentacja nie grała może pięknie, ale z żelazną konsekwencją wygrywała mecz za meczem i - zdobyła tytuł. Po mundialu Scolari rozstał się z narodową drużyną Brazylii i przyjął ofertę Portugalii. Został z nią wicemistrzem Europy i zajął czwarte miejsce na mistrzostwach świata w Niemczech. Po tym ostatnim turnieju miał masę propozycji, m.in. z Anglii, ale nie zmienił pracodawcy. Piłkarze go uwielbiają i stoją za nim murem. Nie przeszkadza im zupełnie jego filozofia, w myśl której jedyną osobą, której słucha i z której zdaniem się liczy, jest on sam. Piotr Skrobisz,, "Nasz Dziennik" 2006-10-10

Autor: ea