Różane, Klonowe, Misiowe
Treść
Zdecydowany kurs na porządek w mieście i integrację mieszkańców zapowiada powstałe jesienią Stowarzyszenie "Sądeczanie". W poniedziałek do wieczora jego członkowie przebijali się pomysłami na nowe oblicze Nowego Sącza. Na czele stowarzyszenia stanął wiceprezydent Jerzy Gwiżdż, który nie kryje, że chce wokół siebie skupić kolejną grupę popleczników. Tym razem, przynajmniej w deklaracjach oficjalnych, nie chodzi już o niego samego jako samorządowca i polityka, ale o poparcie dla wodza sądeckich przemian nowej kadencji, czyli Ryszarda Nowaka. Że występuje w jego imieniu i jest gotów wspierać go we wszystkim, co robi w mieście, Jerzy Gwiżdż podkreślał kilkakrotnie na poniedziałkowym zebraniu w klubie osiedlowym "Piast". Mimo że został wybrany prezesem, siedział w bocznej ławce oddając prowadzenie doktorowi Januszowi Piątkowskiemu. Ten zapowiedział, że Stowarzyszenie "Sądeczanie" niniejszą debatą otwiera cykl stałych spotkań pod ogólnym hasłem "Co mnie boli w Nowym Sączu". Nie owijając w bawełnę, szczególowe pytania mają pomóc władzy rządzić i wydawać trafne decyzje. Pierwszy mityng przebiegał pod prowokującym, na pierwszy rzut oka wyzwaniem, czy osiedla należą do miasta, czy miasto do osiedli. Generalnie chodzi o dawny i powszechny problem wyraźnego pęknięcia i podział na miasto komunalne i jednorodzinne oraz na miasto osiedlowe. Nowe stowarzyszenie walczące, widać wyraźnie, o rząd dusz, chciałoby wszystkich ze wszystkimi integrować, uczyć porządku, ładu, odpowiedzialności. Na pierwszy ogień zabrano się za rzeczpospolitą spółdzielczą. Prezes Gwiżdż wypunktował całą statystykę spółdzielni mieszkaniowych, ile która ma zasobów lokalowych, mieszkańców i interwencji straży miejskiej, dając do zrozumienia, że nie tylko starówka, planty, dworce ale i zakątki osiedlowe są miejscem chuligańskiej agresji. Doktor Piątkowski zauważył, że chodniki pod blokami nie są posypane piaskiem w zimie i trwa nieustanna walka z podrzucaniem śmieci do kubłów. Wyszło więc na to, że to problemy ogólnomiejskie integrują mieszkańców, ale to mało. Należałoby ludzi z blokowisk, przywyklych do anonimowości, nieco uaktywnić. Krystyna Krzyżanowska dzieliła się swoją pracą u podstaw w jednym z zarządów osiedli, którym kieruje. - Po kilku latach udało mi się wyciągnąć ludzi z domów, zorganizować majówkę - mówiła. O swojej pracy na osiedlu opowiadał Antoni Tomczyk, przewodniczący zarzadu osiedla Wojska Polskiego. Polemika rozgorzała wokół podatku śmieciowego. Zdecydowanie za jego wprowadzeniem była Bogusława Drożdż. Wśród przeciwników był Leon Morański, przewodniczący Rady Nadzorczej spółdzielni "Beskid", który chiałby kupić garaż od miasta z taką samą bonifikatą, jak komunalni wykupują swoje mieszkania. - Ja bym chciał, by osiedli, które są integracyjną częścią miasta, nie rozróżniać po takich nazwach jak Gołąbkowice, czy Westerplatte, ale po tym, co na nich będzie, po kwiatach, małej architekturze. Na przykład Różane, Klonowe czy powiedzmy, Misiowe. Sprawę czystości podchwyciła Dorota Goławska, proponując konkursy szkolne, gdyż segregowanie śmieci powinno się wpajać od najmłodszych lat. Zebrani dowiedzieli się przy okazji, że od nowego roku segregacja odpadów w mieście stanie się normą. - Przekażę propozycję, by był stały punkt składowania odpadów wielkogabarytowych - stwierdził Jerzy Gwiżdż. - Zapowiadam też likwidację podatku od psów. Okazuje się, że jest on trudny do ściągania, a poza tym, ci, którzy go płacą, chcą by sprzątać po ich pupilach na trawnikach. Z powszechną aprobatą przyjęto propozycję sportowych zawodów międzyosiedlowych, zgłoszoną przez Grzegorza Szafrana. - Najlepsza integracja mieszkańców wokół miasta będzie jednak wtedy, gdy wszyscy przestaną się go wreszcie wstydzić - stwierdził obserwator tego spotkania z "Dziennika Polskiego". - Można to włożyć w moje usta - stwierdził wiceprezydent - bo w pełni się z tym zgadzam. (WCH) "Dziennik Polski" 2007-12-05
Autor: wa