Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Rozgrzali i zeszli

Treść

Po raz dwunasty i na razie ostatni Teatr Robotniczy im. B. Barbackiego zagrał "Ożenek" Gogola. Pokazał go w ramach IX Jesiennego Festiwalu Teatralnego w Nowym Sączu. Jeden z aktorów po interwencjach u rektora warszawskiej uczeni mógł w poniedziałek jeszcze raz zagrać. Teraz siedzi na wykładach, jego strój w garderobie, a spektakl zszedł z afisza.

Szkoda. Bo było to niewątpliwie jedno z najlepiej zagranych i wyreżyserowanych przedstawień sądeckiego Teatru Robotniczego w ostatnich latach. W barwnym i ładnie wydanym folderze zapowiadającym program tegorocznego festiwalu znalazłem cytaty z własnej recenzji, napisanej po premierze "Ożenku". Donoszę o tym z satysfakcją i nieskromnością, które trudno ukryć. Odsyłam więc do programu, bo wypadałoby się właściwie powtórzyć w pochwałach. Niechże więc tym razem wyręczy mnie pewna urocza dama, siedząca opodal mnie, która wychodząc z teatru po ostatnich brawach, stwierdziła z nieukrywanym zadowoleniem: - Chwilami zapominałam, że jestem na przedstawieniu teatru amatorskiego.

Od premiery - jeśli jeszcze coś dodać do tego - spektakl nabrał życia, a aktorzy swobody. Szczególnie widać to było w prowadzeniu głównej postaci Podkolesina przez Janusza Michalika. Podczas premiery dzielił uwagę na zadanie aktorskie i kontrolę, czy własna reżyseria idzie po jego myśli. Teraz grał z namaszczeniem, cyzelując każde słowo, fryzurze dorobił komicznego irokeza. Rozmachu nabrały role Ireny Nieć i Małgorzaty Czech, której warkocz do pasa (gdyby ktoś miał wątpliwości, jest oryginalny!). Lżej się poczuły epizodyczne Joanna Janik, czy Monika Ślepiak. Służącemu Stiepie, czyli Adamowi Ślepiakowi, nie trzęsły się już nogi. Amanci: Stanisław Choczewski, Wojciech Kaczor i Sławomir Bodziony też pociągnęli role na luzie. Kuba Hutek, gogolowski Koczkariew, swatający swojego przyjaciela Podkolesina, dwoił się i troił, by zasłużyć ze zwolnienia z pierwszego dnia zajęć na uczelni. Słowem rozgrzali widownię i... zeszli z afisza.

- Właśnie w poniedziałek rozpoczynał pierwsze swoje zajęcia na Wydziale Kulturoznawstwa i Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zadzwoniliśmy do rektora z prośbą o usprawiedliwienie nieobecności - powiedziała nam wczoraj Marta Jakubowska, dyrektorka Miejskiego Ośrodka Kultury, gospodarza festiwalu. - Rektor zareagował bardzo sympatycznie, zgodził się bez kłopotu. Kuba poinformował także swoich wykładowców. Zaraz po spektaklu wsiadł w pociąg. Nie oznacza to, że "Ożenek" wypada z repertuaru. Do teatru garnie się coraz więcej ciekawej młodzieży. Myślę, że warto będzie powrócić do tej sztuki.Dwanaście spektakli to trochę mało. "Ożenek" nie był pokazywany nigdzie poza Nowym Sączem, a szkoda. Bilety sprzedawały się jak przysłowiowe bułeczki.

(WCH)

"Dziennik Polski" 2005-10-05

Autor: ab