Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Sandecja: 60 tysięcy "w plecy"?

Treść

- W środę zatelefonował do mnie przedstawiciel Lecha, informując, że ten pierwszoligowy klub z Poznania zainteresowany jest pozyskaniem naszego bramkarza Jakuba Hładowczaka - mówi Robert Kontewicz, wskazany przez prezydenta miasta na kuratora MKS Sandecja. - Cały w skowronkach pobiegłem na stadion, by podzielić się wieścią, że możemy na transferze zarobić około 60 tysięcy. Wyobrażałem sobie, że tyle możemy zażyczyć sobie za - było nie było - reprezentanta kraju. Kontewiczowi mina zrzedła, kiedy wziął w ręce teczkę z umowami zawartymi przez klub z poszczególnymi piłkarzami. Nie znalazł wśród nich kontraktu z Hładowczakiem. Wynika z tego, że golkiper zgłoszony został przez Sandecję do trzecioligowych rozgrywek sezonu 2006/2007 jako wolny piłkarz, będąc właścicielem swej karty zawodniczej. Innymi słowy, na przekazaniu gracza do innego klubu, Sandecja nie zarobi ani jednej złotówki. - Brakuje mi słów na określenie podobnej beztroski - powiada przyszły kurator. - Jak można było niedopatrzeć tak poważnej sprawy. Nie chcę palcem wskazywać na winowajcę, niemniej skojarzenie może być tylko jedno. Ktoś w tym klubie przecież przez przeszło pół roku rządził. Trudno, zupa się rozlała. Wracając do Kuby, to nie wiem, czy skorzysta on z oferty Lecha. Przed chwilą telefonował do mnie jego ojciec i powiedział, że syn wybierze raczej propozycję złożoną mu przez Widzew Łódź. Tymczasem Hładowczak, wraz ze swym kolegą z drużyny Dawidem Szufrynem uczestniczyli w środowym wewnętrznym sparingu Wisły Kraków. Obydwaj - szczególnie Szufryn - wywarli na szkoleniowcach Białej Gwiazdy bardzo korzystne wrażenie. Hładowczak zaproszony został na zajęcia z trenerem golkiperów aktualnych wicemistrzów Polski. - Kuba ma propozycje z wielu klubów i nie zdecydowaliśmy jeszcze, z której skorzysta - mówi Jerzy Kopiec, menedżer utalentowanego bramkarza. - Chcę w tym miejscu mocno podkreślić, że jak dotąd nikt z Sandecji nie zwrócił się do mnie z propozycją współpracy. Zapewniam, że gdyby tak się stało, klub zarobiłby na transferze Hładowczaka. Nie tylko zresztą jego. Jeśli w najbliższym czasie nic w tej materii się nie zmieni, to gotowy jestem reprezentować interesy wszystkich piłkarzy, którzy nie są związani kontraktami z MKS i zamierzają zmienić barwy klubowe. Moja chęć współpracy z Sandecją jest jeszcze aktualna. Trudno jednak, bym sam chodził i prosił, by ktoś skorzystał z moich usług. - Z Jurkiem Kopcem mam kontakty jedynie na niwie towarzyskiej - replikuje Kontewicz. - Formalnie nie jest on związany z Sandecją żadnym kontraktem. Na temat ewentualnej współpracy możemy porozmawiać w momencie, kiedy zostanę oficjalnie mianowany kuratorem. Spodziewam się, że nastąpi to w połowie przyszłego tygodnia. Na koniec jeszcze jedna nowinka: Dawid Florian, który testowany był ostatnio przez Kolportera Koronę Kielce, złożył w klubie pismo z wnioskiem o rozwiązanie z nim kontraktu. Wiele wskazuje na to, że zdecyduje się na wyjazd do "krainy scyzoryków". - To nie takie proste: wczoraj przekazaliśmy na konto piłkarza część pieniędzy, które Sandecja była mu dłużna. Nie ma więc podstaw, by kontrakt mógł zostać rozwiązany z winy klubu. Nie oznacza to, że będziemy mu rzucać kłody pod nogi, jeśli zechce zmienić drużynę. Zawsze możemy się jakoś dogadać - powiedział "Dziennikowi Polskiemu" Robert Kontewicz. - Zgodnie z przepisami PZPN, jeśli zawodnikowi dany klub wypłaca jedynie część zaległości, a powtarza się to wielokrotnie, podczas gdy tenże piłkarz domaga się zwrotu pełnej kwoty, spór rozstrzyga Wydział Dyscypliny i Gier Polskiego Związku Piłki Nożnej - wyjaśnia Jerzy Kopiec. - Mam jednak nadzieję, że do ostateczności nie dojdzie i że Sandecja z Dawidem znajdzie wspólny język. Żeby nie było nieporozumień: osobiście nie jestem reprezentantem interesów Floriana. (DW) "Dziennik Polski" 2006-11-16

Autor: wa