Serce w rozterce
Treść
Tadeusz Kazała:
Rozdarte serce miał w niedzielę trener piłkarzy Łososia Tadeusz Kazała. Jego zespół toczył na własnym stadionie bój o piątoligowe punkty z nowosądeckim Dunajcem, zatem drużyną, której szkoleniowcem był jeszcze dwa miesiące temu.
- Robiłem wszystko, by doprowadzić do sukcesu Łososia, lojalność obowiązuje mnie przecież głównie wobec aktualnego pracodawcy - przyznaje szkoleniowiec. - Zachowuję jednak sentyment i do Dunajca, klubu, gdzie pracowałem nie tylko z seniorami, ale również, a nawet przede wszystkim, z najmłodszymi adeptami futbolu. Dlatego z zadowoleniem i z pewną ulgą przyjąłem ostateczny rezultat. Dobrze, że skończyło się remisem. Dla mojego zespołu, który w 75 procentach tworzą juniorzy i młodzieżowcy, ten podział punktów jest sukcesem.
Rzeczywiście, w odniesieniu do poprzedniego sezonu, Łosoś przystąpił do rozgrywek w zestawieniu dla jego kibiców nie do rozpoznania. W klubie pozostało zaledwie czterech bardziej doświadczonych graczy, spośród których w potyczce z Dunajcem nie mógł na dodatek zagrać kontuzjowany Andrzej Grabczyk. Zastępująca rutyniarzy młodzież nie jest jeszcze w stanie udźwignąć na swych barkach ciężaru odpowiedzialności za wyniki poszczególnych spotkań. Stąd skromny, zaledwie jednopunktowy dorobek łososinian po stoczeniu trzech piątoligowych meczów nie może dziwić.
- W niedzielnych zawodach skorzystałem z usług bramkarza Grzegorzka i R.Orła, chłopców urodzonych w roku 1990, czyli jeszcze juniorów młodszych - kontynuuje Kazała. - Tylko o kilka miesięcy od nich starsi są Maciuszek i Krzyżak. Zawodnicy ci mogą kiedyś dobrze grać w piłkę, to jednak melodia przyszłości. Dlatego naszym jedynym właściwie celem jest utrzymanie się w obecnej klasie rozgrywkowej. Uważam, że tę perspektywiczną drużynę stać na jego realizację. (dw) "Dziennik Polski" 2006-08-23
Autor: ea