Siedmiu wspaniałych
Treść
Zapasiewicz, Zelnik, Kaczor, Machalica, Stroiński, Sierakowski i Bobrowski - ta silna grupa aktorów Teatru Powszechnego z Warszawy wystąpiła we wtorek w sztuce amerykańskiego filmowca, dramaturga i scenarzysty Davida Mameta "Glengarry Glen Ross".
Tytuł jest nazwą terenu, a faceci z biura pośrednictwa sprzedaży w Chicago nic innego nie robią, tylko żyją z wciskania ludziom działek i domów. By utrzymać się na powierzchni, muszą być bezwzględni, cyniczni, chamscy, podstępni wobec siebie i klientów. Taki to zawód. I o tym w zasadzie traktuje sztuka.
Spektakl jest, jak to się po sądecku mówi "oklęty". Takiego nagromadzenia wulgaryzmów chyba się jeszcze w teatrze nie słyszało. Ciągłe bluzganie siedmiu panów na siebie i na pieski świat, w którym muszą życie spędzać na bajerowaniu ludzi, definiuje ich samych i zajęcie. Są specjalistami od wciskania ludziom kitu. Na zewnątrz, oczywiście wszystko wygląda inaczej. Garniturek, krawacik, teczuszka i miłe wrażenie. Na tegorocznym sądeckim festiwalu, to taki "Komiwojażer 2". Willy Loman ze sztuki Arthura Millera i handlarz nieruchomościami od Mameta grany przez Zbigniewa Zapasiewicza przeżywają dramat wypalania się w tej samej pracy, pełnej bezwzględności.
Temat "Glengarry Glen Ross" nie jest dla nas egzotyczny. W Polsce na pęczki jest różnych firm, które tresują swoich współpracowników do obwoźnej i sieciowej sprzedaży. Wiele stosuje pranie mózgu, eksploatuje ludzi do spodu. Przetrwać udaje się nielicznym.
Proponowane role pozwoliły znanym aktorom robić za twardzieli, pokazać męski pazur. Całej siódemce, znakomicie dobranej przez reżysera do postaci, jak widać po stworzonych kreacjach, taki pomysł odpowiada. (WCH)
"Dziennik Polski" 2005-10-13
Autor: ab