Śliwowica ze skórek jabłek
Treść
Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego przy współpracy sądeckiej policji oraz Straży Granicznej zlikwidowali w Czarnym Potoku, koło Łącka, wytwórnię alkoholu. Zatrzymano dwóch dystrybutorów oraz dwóch "pracowników firmy". Na wolności jest nadal główny producent, mieszkaniec Nowego Sącza. - To była prawdziwa fabryka - mówili funkcjonariusze CBŚ. - W sumie zacieru było ok. 30 tys. litrów. Z beczki dwustulitrowej wyrabia się ok. 30 litrów czystego alkoholu. Teoretycznie produkowano tutaj słynną łącką śliwowicę. Ale tak naprawdę powstawał dziwny alkohol. Do jego produkcji używano wiśni, skórek z jabłek i czort wie co jeszcze. Śliwki było w tym najmniej. Oczywiście na butelkach była nalepka "śliwowica". Kiedy tam wpadliśmy pod wszystkimi kotłami się paliło. Najgorsza była jednak technologia produkcji. Nie jest tajemnicą, że w Łącku i okolicach wytwarzaniem trunku mieszkańcy zajmują się od dziesięcioleci. Śliwowica została uznana jako niematerialne dobro kultury. Ale trunek musi być wytwarzany zgodnie z przepisem, który przekazuje się z pokolenia na pokolenie. - Z naszych informacji wynika, że po pierwszej destylacji, kiedy alkohol był już przeźroczysty, żeby nabrał właściwej mocy, dodawano benzyny - dodali funkcjonariusze CBŚ. - Jeżeli potwierdzą to analizy, producentom zostanie postawiony zarzut narażenie innych na utratę zdrowia. Zresztą wystarczy obejrzeć "taśmę" produkcyjną, by mieć dość. Zero higieny. Wszystko nastawione na wytwarzanie. Jak najwięcej i jak najtaniej. Butelka tego specyfiku kosztowała ok. 25 zł - sama cena powinna wydać się podejrzana. Tradycyjna śliwowica kosztuje 40-45 zł. CBŚ i straż graniczna sprawdzają, gdzie nielegalny alkohol był rozprowadzany. - Ktoś, gdzieś musiał go rozprowadzać - mówi rzecznik prasowy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej mjr Marek Jarosiński. - Kilka godzin po zamknięciu nielegalnej gorzelni, w Radomiu został zatrzymany jeden z dystrybutorów. Wiele wskazuje na to, że sieć hurtowników jest spora. Ale to tylko kwestia czasu, kiedy zostaną ujawnieni. Oburzeni tym, co powstawało w Czarnym Potoku są mieszkańcy Łącka. - Kiedyś byłem w Poznaniu. Ktoś zaproponował mi kupno łąckiej śliwowicy. Ale zdziwiła mnie cena - 20 zł, chciałem spróbować. I wtedy okazało się, że tylko nalepka nawiązuje do naszego regionu. Kazałem to wylać. Alkohol powstający w takich "wytwórniach" psuje nam markę. Z likwidacji nielegalnej gorzelni cieszy się wójt gminy Łącko Franciszek Młynarczyk. - Od pewnego czasu dochodziły do mnie słuchy, że na rynku pojawił się dziwny alkohol. Uważam, że najwyższa pora, aby wreszcie zezwolono na produkcję alkoholu w gospodarstwach sadowniczych. Zgodnie z przepisami byłaby akcyza i wszystkie dane wytwórcy. Ponadto państwo i gmina otrzymywałyby podatek. Tego typu licencje znacznie ograniczyłyby nielegalną produkcję. (JEC) "Dziennik Polski" 2007-12-13
Autor: wa