Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Słowa, słowa, słowa...

Treść

Społeczna debata o Sandecji

Nie zapadły żadne wiążące decyzje w sprawie przyszłości Sandecji podczas oczekiwanego z ogromnymi nadziejami przez sądeckich kibiców spotkania, które odbyło się wczoraj w ratuszu. Szkoda, bowiem przeszło czterdzieści osób odpowiedziało na apel senatora Stanisława Koguta i prezydenta miasta Józefa Wiktora, przybywając do reprezentacyjnej sali magistratu, by szukać ratunku dla klubu tonącego w długach.

Zaproszeń rozesłano sto. Procent ludzi, dla których los bez mała stuletniej staruszki wydawał się nie być obcy, rokował więc zachęcająco. W miarę wysoka frekwencja nie znalazła niestety przełożenia na konkretne ustalenia. Słów padło mnóstwo, ale konkluzja spotkania sprowadziła się do zwołania kolejnego zebrania wąskiego już grona ludzi, chcących działać i wspierać Sandecję. Odbędzie się ono w najbliższy poniedziałek w biurze senatora Koguta.

Właśnie wiceprezes Kolejarza, po wprowadzeniu zebranych w tematykę spotkania przez prezydentów Wiktora i Stanisława Kaima (ten wyliczył, że obecne zobowiązania finansowe klubu przekraczają kwotę 700 tys. zł), przejął inicjatywę w swoje ręce. Rozpoczął od solennego zapewnienia, że ani on, ani nikt z jego rodziny nie zamierza wchodzić w skład przyszłego zarządu Miejskiego Klubu Sportowego.

- Naczytałem się inwektyw pod swym adresem na internetowej stronie Sandecji i zaręczam, że większość z was po takiej lekturze machnęłaby na nią ręką - irytował się senator. - Ale ja kocham ten klub, jego tradycję, mam wielki szacunek dla byłych zawodników i trenerów, chcę mu pomóc i ani zamierzam rezygnować. Nadal będę wycierał klamki u drzwi różnych instytucji. Już teraz mogę powiedzieć, że zarówno Urząd Skarbowy, jak i ZUS, zatem najwięksi klubowi wierzyciele, są skłonni długi rozłożyć na raty. Prowadzę rozmowy z biznesmenami. Niech każdy spośród 30 sponsorów wyłoży miesięcznie po 3 tys. zł na reklamę na stadionie. Klub wówczas będzie żył i miał się dobrze. Jako stowarzyszenie. Bo, moim zdaniem, spółka akcyjna raczej w grę nie wchodzi. Trzeba tylko umieć powiedzieć "proszę" i "dziękuję". Jest jeszcze jeden podstawowy warunek: sponsorzy będą chcieli mieć nie tylko swój zarząd, ale i jasno, na piśmie przedstawione, na co wydano ich pieniądze. Nie może być tak, żeby z transferu zawodnika 90 procent prowizji otrzymywał menedżer, a klub musiał zadowalać się ochłapami. I nie chodzi mi już o menedżerów, dla których mam uznanie, że tak potrafią zadbać o swoje, lecz o to, kto w klubie takie umowy popisywał? Daleki jestem od rzucania podejrzeń, ale sprawę należy natychmiast wyjaśnić, a jak trzeba będzie, to nawet oddać do prokuratora.

Zamiast przedstawiciela klubowego zarządu, który de facto obecnie nie istnieje, kwestię starał się wyjaśnić Adam Sieja.

- Tutaj nie ma niczyjej winy, działacze kierowali się przepisami PZPN - tłumaczył prezes OZPN. - Stanowią one, że jeśli w imieniu zawodnika w wieku 13-15 lat rodzice nie podpisali umowy z klubem, to przy zmianie barw, za wyszkolenie przysługuje klubowi 15 tys. zł plus 25 procent z tej kwoty, jeśli piłkarz jest reprezentantem kraju. Tak było w przypadkach Korzyma i Janczyka, za których Sandecja nie mogła zainkasować więcej, niż ok. 18 tys. zł.

Sporo wątpliwości zgłosił Zbigniew Konieczek, prezes Newagu, jednego z głównych sponsorów Sandecji.

- Proszę mi pokazać konkretnego człowieka, menedżera który poprowadziłby ewentualną spółkę - apelował. - Niech ten człowiek przedstawi konkretny biznesplan. Jaka jest recepta na przyszłość? Gadamy przez godzinę o niczym, nie padł dotąd ani jeden sensowny pomysł.

W odpowiedzi usłyszał od wiceprezydenta Kaima, że takim menedżerem mógłby być wskazany przez prezydenta kurator klubu, Marek Banaś. Tyle tylko, że nie może on podjąć formalnej działalności, aż do dnia zaakceptowania jego kandydatury przez Sąd Rejestrowy w Krakowie.

Szef Fakro Ryszard Florek wyraził pogląd, że w przypadku Sandecji zdecydowanie korzystniejsze wydaje się zachowanie jej statusu stowarzyszenia. Z miastem, biorącym na siebie ciężar jego utrzymywania. Ze swej strony zadeklarował jednak przekazywanie na rzecz klubu dochodu z jednego z należących do firmy wyciągów narciarskich. Rzecz w tym, że wyciąg ten od pięciu lat czeka na zamontowanie.

Jacek Chronowski, przewodniczący Rady Miasta starał się dotrzeć do genezy klubowych długów.

- Sandecja wystawiała faktury najemcom stoisk na placu targowym, którzy po prostu nie płacili - tłumaczył. - Tymczasem klub powinien odprowadzać z tego tytuły podatek VAT. Nie czynił tego jednak, bo też niby z czego miał czerpać pieniądze? No i odsetki rosły. Przy dobrej woli pewnych osób byłby jednak sposób na wyjście z impasu. W wielu polskich miastach, nie mówiąc o Unii Europejskiej, na sport przeznacza się czasem i 2 procent z rocznego budżetu. A w Sączu ta kwota jest mniejsza niż pół procenta! Daje to w sumie niespełna milion zł rocznie na potrzeby wszystkich sądeckich klubów! Gdyby ten ułamek procenta udało się przynajmniej podwoić...

Miał rację Stanisław Dobosz, prezes PKS, w latach 80. ub. wieku oddany działacz Sandecji, stwierdzając:

- Nie przypominam sobie, by na tej sali gościła jednocześnie tak liczna grupa znakomitych gości. Ich obecność świadczy o zainteresowaniu Sandecją. Powinniśmy wykorzystać ten sprzyjający układ i uzyskać od nich obietnicę finansowego wspierania klubu.

Istotnie, oprócz wcześniej wymienionych, w spotkaniu uczestniczyli: posłowie Andrzej Czerwiński, Włodzimierz Ciągło i Aleksander Mularczyk, nieliczni radni miejscy, prezesi spółek komunalnych. Żaden z nich (z wyjątkiem Zbigniewa Skrzypca z SITA, prezesa Startu Krzysztofa Szkaradka, byłego przywódcy "Solidarności" w ZNTK Stanisława Cichońskiego oraz Andrzeja Czerwińskiego, który napomknął, że "może coś większego uda się zbudować w Sączu w oparciu o budżet państwa"), nie zabrał jednak głosu.

Ta inercja nie zraziła senatora Koguta. Tryskając pozytywną energią zapowiedział, że jeśli w przeciągu 30 dni od chwili oficjalnego powołania na stanowisko, kurator klubu przedstawi konkretny bilans strat i zysków Sandecji, postara się poszukać odpowiedniego kandydata na menedżera i skupić wokół swej osoby Radę Sponsorów.

Ciąg dalszy nastąpić ma za tydzień.

Daniel Weimer

"Dziennik Polski" 2006-03-07

Autor: ab