Spółka córka posortuje
Treść
Od ponad roku trwają przymiarki do budowy sortowni odpadów dla miasta. Jedna z rozważanych propozycji to wspólny interes Firmy SITA i Sądeckiego Składowiska Odpadów Komunalnych. W tym celu miałaby powstać spółka-córka z udziałem obu tych firm. Na razie nie ma wiążących decyzji.
Dzisiejszy sposób składowania, bez odzyskiwania surowców wtórnych, jest niezgodny z normami unijnymi. Przepisy UE z zakresu ochrony środowiska, które zaczną obowiązywać od 2007 roku, zobowiązują gminy do sortowania odpadów komunalnych. Gmina może to zadanie realizować sama, przez własną firmę, lub też zlecić je firmie zewnętrznej.
Firma SITA, która zwozi odpady z sądeckich osiedli na składowisko w Zabełczu, widząc w przyszłości w sortowaniu miejskich odpadów interes, już w 2004 roku postanowiła uruchomić taką prywatną sortownię. Wystąpiła do miasta o zgodę na lokalizację na ul. Elektrodowej. Odpowiedź była odmowna. Pojawił się pomysł utworzenia wspólnej spółki przez SIT i SOK. Linia sortownicza miałaby zostać zainstalowana na terenie Składowiska Odpadów Komunalnych, poniżej budynków wysypiska. W tej sprawie SITA i SOK zawarły porozumienie. Obie firmy zatrudniły wspólnego pełnomocnika do spraw tworzenia spółki, choć wówczas jeszcze w Urzędzie Miasta pracował Lucjan Tabaka, pełnomocnik prezydenta do spraw spółek komunalnych.
Zadanie, które mógł w ramach swej pensji wykonać Tabaka - przeciwny łączeniu interesów miejskiej spółki z firmą komercyjną - zlecono osobie z zewnątrz. Pełnomocnikiem do spraw tworzenia spółki-córki został Józef Kurek, były prezes Grodzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Za pracę miały mu płacić po połowie SITA i SOK. Jednak miejska spółka dokładała się do pensji pełnomocnika tylko przez trzy miesiące.
- Potem prezes poinformował nas, że nie ma środków i płaciliśmy pełnomocnikowi sami - informuje Zbigniew Skrzypiec, prezes SITA. Skrzypiec nie kryje, że dostrzega brak zaangażowania prezesa SOK Grzegorza Przydatka w planowanie wspólnego przedsięwzięcia. Wczoraj udał się do prezydenta miasta z prośbą o wyjaśnienie m. in. tej sprawy.
Co ciekawe, w rozmowie z "Dziennikiem", wbrew faktom, prezes Przydatek na początku w ogóle zaprzeczał, jakoby płacił, czy zatrudniał pełnomocnika do spraw tworzenia spółki córki.
Dopiero wczoraj przyznał, że owszem, refundował SITA pensję pełnomocnika. Nie chciał jednak powiedzieć, czemu po trzech miesiącach przestał płacić.
Proszę czekać
Przez kilka tygodni prosiliśmy prezesa Przydatka o informacje na temat szacunkowych zysków lub strat, jakie spowoduje dla SOK utworzenie sortowni na spółkę z komercyjną firmą. Nie udało nam się tych informacji zdobyć, ponieważ prezes twierdził, że cały czas nad nimi pracuje. Prezes Składowiska Odpadów Komunalnych uważa, że bardziej od niego kompetentną osobą do rozmów na temat sortowni jest Lech Traciłowski, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta. Ten z kolei wyjaśnia, że tylko prezes SOK ma kompetencje do wypowiadania się na ten temat, bo to Przydatek zarządza składowiskiem.
Czy to się opłaca?
Sortowanie i odzyskiwanie śmieci spowoduje, że mniej ich będzie składowanych na wysypisku. Zyskami ze sprzedaży surowców wtórnych podzielą się właściciele spółki. Jednak każda tona śmieci odzyskana w wyniku sortowania, to o tonę mniej na sądeckim składowisku, które utrzymuje się z opłat za składowane odpady. Mało prawdopodobne, że część zysku ze sprzedaży surowców wtórnych ją zrónoważy, chyba, że ilość zwożonych na sądeckie składowisko śmieci zwiększy się.
Jest i drugi aspekt sprawy - mniejsza ilość składowanych śmieci, oznacza wolniejsze niż w założeniach wypełnianie się wysypiska. To budzi obawy okolicznych mieszkańców, którzy za wiążącą datę jego zamknięcia uważają figurujący w dokumentach z okresu jego budowy 2008 rok.
Radni miejscy Stanisław Zelek i Elżbieta Chowaniec z osiedli sąsiadujących z wysypiskiem śmieci obawiają się, że sortownia przedłuży okres istnienia składowiska o co najmniej kilka lat. Próbują więc, w imieniu zaniepokojonych mieszkańców tej części miasta, torpedować projekt.
Innego zdania jest Jan Opiło, przewodniczący Komisji Ochrony Środowiska w Radzie Miasta Nowego Sącza. Uważa on, że w interesie miasta jest jak najdłuższe istnienie składowiska w dzielnicy Zabełcze. - Linia sortownicza prędzej czy później powstać musi, bo tak mówią unijne przepisy. Rozsądna wydaje się być jej lokalizacja na terenie SOK - uważa.
Miejska sortownia?
Teoretycznie, z punktu widzenia interesów składowiska, lepiej byłoby, gdyba spółka sama poprowadziła sortownię. Problem w tym, że (jak wiemy nieoficjalnie) na kilkumilionową inwestycję SOK nie może sobie pozwolić. Spółka mogłaby wziąć na ten cel kredyt. Na razie spłaca kredyty za inwestycje z lat poprzednich.
Grzegorz Przydatek pytany, czy jest za tworzeniem sortowni wspólnie z SITA, z innym partnerem, czy samodzielnie, unika odpowiedzi. Wyjaśnia, że pracuje na razie nad biznesplanem. Wczoraj prezes znów poinformował nas, że na szczegóły mamy poczekać kolejny tydzień.
Monika Kowalczyk
"Dziennik Polski" 2005-10-04
Autor: ab