Sprzedaj pan cegłę
Treść
Zakłady ceramiczne nie nadążają z produkcją
Nieliczne cegielnie w regionie próbują gorączkowo dostosować wielkość produkcji do rosnącego zapotrzebowania na ceramikę budowlaną. Firmy, które wygasiły piece przed zimą właśnie przystępują do ich ponownego uruchomienia.
Powodem jest trwający od blisko roku budowlany boom. Właściciele hurtowni sugerują, że zainteresowanie materiałami wzrosło o 100 proc. w stosunku do ubiegłego roku, a na pustaki czy cegły trzeba dziś czekać wiele tygodni. Mimo rosnącego popytu ceny zamiast spadać, rosną. Dla przykładu, przed rokiem za pustaka maksa trzeba było zapłacić około 1,5 zł, dziś taki sam towar jest wart ponad 4 zł.
Cegielnia w Stróżach koło Grybowa produkuje miesięcznie 120 tys. pustaków. To maksymalne moce przerobowe, których nie jest w stanie zwiększyć nawet rosnące zapotrzebowanie na ceramikę. Dlatego firma musi ograniczać się do przyjmowania zamówień od stałych klientów, bo dla nowych brakuje towaru. Współwłaściciel zakładu Krzysztof Wroński uważa jednak, że taka sytuacja nie jest wyłącznie efektem budowlanego boomu, lecz działań hurtowników, którzy sztucznie nakręcają koniunkturę. Nie jest to oczywiście normą, ale podobno zdarza się, że niektórzy przetrzymują towar w magazynie, by za jakiś czas sprzedać go po wyższej cenie. Jak wiadomo towar deficytowy zyskuje na wartości.
- Niedawno zadzwonił klient i chciał zamówić 150 tysięcy pustaków na kwiecień - opowiada Krzysztof Wroński. - Człowiek musiałby mieć pięćdziesięciu murarzy, żeby wykorzystać taką ilość materiału. Na odległość czuć w tym jakąś spekulację.
Właściciele zakładów ceramicznych mówią o eksporcie cegieł i pustaków na Słowację i Ukrainę. Ludzie zamawiają dużą ilość materiału, po czym sprzedają go za granicę.
- Bywa, że taki towar wraca później do Polski, bo jak klientowi się spieszy, to pojedzie za granicę, żeby kupić to, czego potrzebuje - dodaje Krzysztof Wroński.
W jego cegielni pustak maks kosztuje 3 zł. Dwa miesiące temu cena była niższa - 1.90 zł, ale podwyżkę wymusił gwałtowny wzrost kosztów opału i materiałów wykorzystywanych do produkcji.
Z drugiej strony trudno zaprzeczyć, że w ostatnich latach zlikwidowano wiele cegielni, które dziś mogłyby zagwarantować odpowiednią ilość ceramiki na lokalnym rynku. Gdy w budownictwie panował zastój nie było zbytu na pustaki i cegły. Firmy padły, choć niektóre próbują wrócić do branży. Tak jest na przykład z niewielką cegielnią w Mystkowie, która w ubiegłym roku zaprzestała działalności, a teraz usiłuje na nowo zaistnieć na rynku. Po zimowej przerwie produkcję wznawia cegielnia w nowosądeckiej dzielnicy Zawada, działa też niewielki zakład w Bieczu, tyle że tam już od dwóch tygodni brakuje cegieł.
- W tamtym roku mieliśmy duże zapasy, bo nie było zapotrzebowania na ceramikę - opowiada Józef Twarduś, pełnomocnik właściciela cegielni. - Wtedy sztuka kosztowała 60 groszy brutto, czyli stosunkowo niedużo. Teraz próbujemy odpowiedzieć na zapotrzebowanie, ale niestety nie sprzyja nam pogoda. Odgrywa ona znaczącą rolę w naszej działalności, bo cegielnia ma charakter sezonowy i działa na wolnym powietrzu.
Józef Twarduś uważa, że przyczyną braku materiałów na rynku jest eksport do sąsiednich krajów oraz działalność zachodnich holdingów, które przyczyniły się do likwidacji małych lokalnych cegielni.
- Tylko w naszej okolicy upadły cztery takie zakłady. Dwa w Jaśle i dwa w Gorlicach - przypomina Józef Twarduś.
Takie przekształcenia przyczyniły się też do upadku potentata w produkcji cegieł i pustaków, czyli Nowosądeckich Zakładów Ceramiki Budowlanej "Biegonice". W czasach świetności pracowało tam 300 osób. Dziś zatrudniona jest tam garstka ludzi zajmujących się hurtową sprzedażą artykułów austriackiej firmy Wienerberger, która kupiła sądeckie przedsiębiorstwo. Produkcja została wstrzymana, choć zakład posiada najlepsze w regionie złoża gliny wykorzystywanej do produkcji ceramiki budowlanej.
- Zrezygnowaliśmy z niej z przyczyn technologicznych - wyjaśnia w rozmowie z "Dziennikiem Polskim" Mirosław Jaroszewicz, dyrektor handlowy firmy Wienerberger. - Zakład jest w takim stanie, że nie nadaje się już do tego, by kontynuować w nim produkcję.
Jego zdaniem wypuszczenie na rynek wystarczającej ilości ceramiki budowlanej wymaga czasu, bo zakłady przyzwyczajone do mniejszej produkcji nie nadążają jeszcze za rosnącym zapotrzebowaniem. W Polsce buduje się coraz więcej, a z powodu łagodnej zimy sezon budowlany trwał praktycznie cały rok.
PAWEŁ SZELIGA, "Dziennik Polski"2007-03-23
Autor: ea