Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Statystyczny optymizm

Treść

REGION. Raport z sytuacji na lokalnym rynku pracy


Od dwóch lat spada liczba bezrobotnych w mieście i powiecie nowosądeckim. Mimo poprawiających się statystyk, Sądecczyzna nadal posiada najwyższą stopę bezrobocia w Małopolsce z wynikiem 28,7 proc. To przerażający wynik, biorąc pod uwagę średnią dla województwa wynoszącą 14,7 proc.



Co gorsza, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Nowym Sączu Stanisława Skwarło przewiduje, że w naszym regionie tak wysoki procent osób pozostających bez pracy jeszcze długo będzie się utrzymywał.


- Przede wszystkim ze względu na wysoki przyrost naturalny i brak pracy dla ludzi młodych - tłumaczy Stanisława Skwarło. - Na Sądeccyźnie nie ma imponujących inwestycji, nie lokują się też tutaj duże firmy, w których bezrobotni mogliby znaleźć pracę.


Nie bez znaczenia jest też fakt, że statystyki nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistość. Dlatego z danych o grupowych zwolnieniach, które w minionym roku objęły "tylko" 98 osób wcale nie musi wynikać, że sądeczanie nie tracą pracy. Dziś większość umów zawiera się bowiem na czas określony i wielu z nich po prostu się nie przedłuża.


- Niedawno dokładnie spenetrowałam duży fragment wschodniej Polski, od Podkarpacia aż po Lubelskie - mówi Stanisława Skwarło. - Ta wycieczka napełniła mnie pewnym rodzajem optymizmu, bo tam w wielu miejscach widać biedę, której nie zobaczymy na Sądecczyźnie. Świadczy to o godnej podziwu kreatywności mieszkańców naszego regionu, którzy umieją znaleźć się w trudnej sytuacji i jakoś sobie radzą. Nie wiemy, jak wielu z nich zasila szarą strefę, bądź szuka pracy za granicą. W każdym razie ludzie ci uzyskują dochód pozwalający im lepiej lub gorzej egzystować.


Z podsumowania sytuacji na rynku pracy w 2004 r. wynika, że utrzymuje się trend przełamujący gwałtowny przyrost liczby bezrobotnych, notowany od 1998 do 2002 r. Rekord padł w 2001 r., kiedy to pracy nie miało 27.875 osób. W minionym roku wartość ta spadła do 26.722 osób. Tradycyjnie w tej grupie więcej było kobiet (blisko 53 proc.) oraz bezrobotnych pozostających bez pracy dłużej niż rok (prawie 55 proc.). W najgorszej sytuacji tradycyjnie pozostają mieszkańcy wsi (niemal 60 proc. wszystkich bezrobotnych) oraz najsłabiej wykształceni (zasadnicze i podstawowe - 62,3 proc.). Te charakterystyczne dla sądeckiego rynku cechy będą się utrzymywać, dopóki nie poprawi się koniunktura gospodarcza w regionie.


PAWEŁ SZELIGA


Radny Józef Bocheński, przewodniczący Komisji Rynku Pracy Rady Miasta Nowego Sącza:

- Do takich działań można by zaliczyć powołanie Nowosądeckiego Inkubatora Przedsiębiorczości, który umożliwia uruchomienie działalności niewielkim firmom, debiutującym na rynku. Służy im pomocą prawną, gwarantuje też lokal. W sezonie organizowane są różnego rodzaju prace interwencyjne, dające zatrudnienie na trzy do sześciu miesięcy. To jednak tylko doraźne kroki, które nie mogą zmienić sytuacji na rynku. Przełomem byłoby ściągnięcie do miasta dużego inwestora. Nie jest to jednak prosta sprawa, bo najbardziej zainteresowana Nowym Sączem jest branża handlowa. Tymczasem każdy pomysł uruchomienia dużego marketu spotyka się natychmiast z protestem miejscowych handlowców, którzy obawiają się, że spowoduje to upadek ich sklepów.


Jan Golonka, starosta powiatu nowosądeckiego:

- Utworzyliśmy w Starostwie specjalny zespół ds. pozyskiwania środków pomocowych, który ma służyć przede wszystkim przedsiębiorcom. Duże nadzieje wiążemy też z uruchomieniem Funduszu Poręczeń Kredytowych. Staramy się również o to, by z czasem partnerskie kontakty z zaprzyjaźnionymi miastami i gminami przerodziły się w wymianę gospodarczą. Nie będzie jednak rewolucji, dopóki nie poprawi się komunikacyjna dostępność regionu. Na razie stanowi ona główną przeszkodę dla inwestorów, przeszkadza też w rozwoju turystyki, bo na Sądeccyznę po prostu trudno dojechać z innych części kraju.


Andrzej Muzyk, prezes zarządu Stowarzyszenia na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Inicjatyw Lokalnych STOPIL w Nowym Sączu:

- Dopóki nie zmniejszą się koszty tworzenia nowych miejsc pracy, bezrobotnych będzie przybywać. Wiadomo, że aż 60 procent pracodawców nie przyjmuje ludzi, bo po prostu ich na to nie stać. Tymczasem wystarczyłoby zmniejszyć obciążenia podatkowe, by natychmiast doszło do pobudzenia rynku. Nasze stowarzyszenie realizuje program tzw. zatrudnienia socjalnego, a skierowany jest on do osób długotrwale bezrobotnych, bo ich sytuacja jest najtrudniejsza. Jego wprowadzanie posuwa się jednak bardzo wolno, bo gminy dopiero przekonują się do projektu. W Małopolsce przystąpiły do niego tylko Klucze i Nowy Sącz. Dzięki dotacji Urzędu Pracy, możliwe jest krótkotrwałe zatrudnienie bezrobotnych przez przedsiębiorców. Dotąd w ten sposób znalazło pracę 15 osób, a w lutym planujemy zaktywizowanie kolejnych 14. Notował: (szel)


Młodzi bezrobotni


Dramatyczna jest sytuacja ludzi młodych, wchodzących na rynek pracy bez szans na uzyskanie zatrudnienia. Wśród nich najwięcej jest osób w wieku 25-34 lat (8.056, co stanowi 31,1 proc. ogółu bezrobotnych). Dalsze w kolejności są grupy wiekowe: 18-24 lat (7.566, tj. 28,3 proc.), 35-44 lat (6.410, czyli 24 proc.), 45-54 lat (4.331 tj. 16,2 proc.) oraz powyżej 55 lat (359 osób, czyli 1,3 proc.).


Zawodówki bez szans


Od lat najwięcej bezrobotnych rekrutuje się spośród osób legitymujących się wykształceniem zasadniczym zawodowym. Stanowią oni aż 42,6 proc. zarejestrowanych w PUP (jest ich 11.396). Sytuacja poprawia się wraz z rosnącym poziomem wykształcenia: policealne i średnie zawodowe - 7.551 osób (28,3 proc.), gimnazjalne - 5.263 (19,7 proc.), ogólnokształcące - 1.555 (5,8 proc.) i wyższe - 957 (3,6 proc.).


Ryzykowne specjalności


Najmniejsze szanse na pracę mają na Sądeccyźnie osoby tworzące grupę tzw. robotników przemysłowych. Zaliczono do niej 8.701 osób (32,6 proc. ogółu bezrobotnych). Wśród nich najwięcej było murarzy (1.189), krawców (1.008), ślusarzy (856) i mechaników samochodowych (483). Drugą grupę zagrożonych zawodów tworzą "pracownicy usług osobistych i sprzedawcy", których jest 5.065 osób (19 proc. ogółu bezrobotnych). W najgorszej sytuacji są sprzedawcy (2.362), kucharze (1.345) i kelnerzy (692). W pozostałych kategoriach tradycyjnie najmniejsze zapotrzebowanie występuje na absolwentów szkół i uczelni ekonomicznych (834 bezrobotnych techników ekonomistów i 169 magistrów ekonomii).


Kogo poszukują pracodawcy


W 2004 r. do PUP napłynęło 3.735 ofert pracy. Wśród nich najwięcej, bo aż 762 skierowanych było do grupy "pracownicy przy pracach prostych", a w szczególności do robotników gospodarczych (195), drogowych (174), budowlanych (130), a także pomocy kuchennych (45) i sprzątaczek (27). Pracodawcy poszukiwali również "pracowników usług osobistych i sprzedawców", dla których przygotowali 723 oferty. Największym wzięciem cieszyli się sprzedawcy (456), kucharze (103), kelnerzy (81) i fryzjerzy (28). Poszukiwano też robotników przemysłowych i rzemieślników (631 ofert, głównie dla krawców - 67, stolarzy - 56, murarzy - 50, szwaczek - 41 i elektromonterów - 40), a także techników i średniego personelu (590 ofert m.in. dla pracowników administracji - 301, księgowych - 36, pielęgniarek - 29 i przedstawicieli handlowych - 28).

"Dziennik Polski" 2005-01-26

Autor: ab