Stróże u bram II ligi
Treść
Kolejarz wygrał 2-0 ze Stalą Stalowa Wola pierwszy z dwóch barażowych bojów o II ligę, czyniąc ogromny krok w kierunku urzeczywistnienia niedosiężnych, wydawałoby się, marzeń. Jutro spotkanie rewanżowe. Sądząc po tym, co oglądaliśmy w niedzielę na stadionie w Stróżach, trudno przypuszczać, by rywale zdolni byli odrobić straty. Z gratulacjami wstrzymajmy się do środy, już jednak dzisiaj możemy powinszować graczom trenera Mirosława Hajdy (nie zapominając przy tym, że w rundzie jesiennej zespół prowadził Janusz Pawlik), rewelacyjnej postawy w sezonie 2007/2008. Ewentualna promocja do grona zespołów tworzących bezpośrednie zaplecze Orange Ekstraklasy byłaby pięknym jej zwieńczeniem. *** Zainteresowanie przedwczorajszą batalią wywołało w podgrybowskiej miejscowości niebywałe zainteresowanie. Wraz z ludźmi przyglądającymi się walce zza siatek okalających kameralny obiekt, z tarasów i okien pobliskiego ośrodka rehabilitacyjnego, a nawet z ulicy, doliczyć można się było dwóch i pół tysiąca kibiców. W tej liczbie znalazła się dwustuosobowa bodaj grupka fanów ze Stalowej Woli (dwa autokary konwojowane były przez 10 - słownie: dziesięć radiowozów policyjnych). Przybyli, którzy przez całe niemal spotkanie w kulturalny sposób dopingowali swych pupili, prawdziwe oblicze odsłonili w momencie utraty przez gości drugiego gola. Rozpoczęli demolkę ławek zainstalowanych w zajmowanym przez siebie sektorze, tzw. klatce, prowokując jednocześnie pilnujących ich stróżów ładu i porządku. Ci na szczęście zachowali spokój, w związku z czym obeszło się bez większych awantur. Gorzej, bo z porażką Stali nie potrafili pogodzić się również na pozór nobliwi panowie, zasiadający na trybunie honorowej. Jeden z nich, przy czym nie był to ani legendarny bokser Lucjan Trela, ani Konrad Mastyło, pianista z Piwnicy pod Baranami - zaprzysięgli kibice drużyny gości, opuszczając swe miejsce rozsierdzony krzyknął: - Przyjedźcie do nas, sk... Dostaniecie taki wp..., że do Sącza będzie huczało. Jak to powiedział Jan Zamoyski z nieodległego od Stalowej Woli Zamościa? Takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie... *** Człowiekiem najmocniej bodaj przeżywającym zawody był Marek Gołąbek. Ten etatowy środkowy obrońca Kolejarza odsiaduje karę za czerwoną kartkę zarobioną w meczu z Orlętami, która eliminuje go z udziału w barażowym dwumeczu. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego zajął stanowisko przy bramce otwierającej wyjście na boisko, trwając na posterunku do końca zawodów. - Jest bardzo dobrze, tylko tak dalej. W drugiej połowie dorzucimy jeszcze jedną bramkę i druga liga będzie nasza - zapewniał piłkarz w przerwie meczu. - Ale pięknie chłopaki grają, a sędzia jest idealny. W nocy zmienili obsadę, bo miał przyjechać gwizdać ktoś inny - wtórował zawodnikowi rozemocjonowany senator Stanisław Kogut, wiceprezes Kolejarza, który - swoim zwyczajem - całe spotkanie obserwował z wysokości "zwykłej" trybuny, bratając się z ludem, to znaczy młodymi sympatykami jedenastki ze Stróż. Po meczu zachwycony senator ściskał swoich piłkarzy, zaś Gołąbek rzucił jedynie: - A nie mówiłem? *** Najbardziej kontrowersyjny moment spotkania miał miejsce tuż po strzeleniu przez miejscowych drugiego gola. Po starciu z bramkarzem gości Tomaszem Wietechą wprowadzony niewiele wcześniej do gry napastnik miejscowych Robert Drąg upadł na murawę. Sędzia nie dał się nabrać: nie tylko nie podyktował jedenastki, ale i ukarał rezerwowego gracza żółtą kartkę. Na boisko wbiegł w tym momencie rozgrzewający się rezerwowy piłkarz Stali Drabik, za co ujrzał czerwony kartonik. - Arbiter się pomylił - przekonywał po meczu Drąg. - Wietecha zahaczył mnie, wytrącił z równowagi, powodując upadek. A za takie przewinienia dyktuje się rzut karny. Zgoła odmiennego zdania był naturalnie golkiper "stalówki". - Drąg zachował się jak aktor - tłumaczył. - Zwietrzył okazje, wyłożył się jak długi i czekał na jedenastkę. Tym razem się przeliczył. Cóż, stara to prawda, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Wracając do bramkarza gości, to na odchodne rzucił: - Spotkanie w Stróżach absolutnie nie przesądza sprawy. W rewanżu nie możemy przede wszystkim dać sobie strzelić gola. Wierzę w nasz ostateczny sukces. Wierzę, bo muszę. *** Dzisiaj o godz. 12 piłkarze Kolejarza odbędą normalny trening. Następnie wspólnie spożyją posiłek, by zaraz po obiedzie wyruszyć do Stalowej Woli. W spokoju, z dala od kibiców spędzą noc, poprzedzającą dzień rozegrania rewanżu ze Stalą. Dzień, który być może okaże się dla Stróż historyczny. DANIEL WEIMER "Dziennik Polski" 2007-06-26
Autor: wa