Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Sucha nie zginęła...

Treść

Informacje o śmierci Suchej Doliny są mocno przesadzone. Tak trawestując słynne powiedzenie Marka Twaina można by skomentować sytuację najsłynniejszego niegdyś na Sądeccyźnie ośrodka narciarskiego.

Rzeczywiście, po raz pierwszy od wielu lat nieczynne jest schronisko. Kupił je mający ambitne plany krakowski przedsiębiorca, który w br. zamierza budynek gruntownie rozbudować, urządzić go w odpowiednim standardzie, żeby mógł przyjmować gości. Czynnych jest natomiast kilka barów szybkiej obsługi. Można skorzystać z zadaszonych pomieszczeń, żeby zjeść małe "conieco" i ogrzać się.

Na trasach narciarskich - ruch. Może nie tak wielki jak w innych stacjach na Sądecczyźnie, ale to jest - paradoksalnie - korzystne dla miłośników białego sportu. Jest tu bowiem znacznie ciszej i spokojniej. Czynny jest duży podwójny orczyk zwany Starym (ok. 800 m długości). Odpowiednio przygotowywana trasa "Na Stodółkę" kilka lat temu została wyrównana. Dla dobrze jeżdżących narciarzy to stok wręcz wymarzony.

"Kręci się" też kilka krótszych wyciągów talerzykowych. Codziennie rano, kiedy pojawiają się pierwsi goście, czekają na nich wyrównane przez ratrak trasy. Nie ma muld ani twardego jak beton podłoża. Adeptów zjazdów uczą instruktorzy PZN.

- Mamy tu wyłącznie naturalny śnieg - mówi Andrzej Jaworski, współwłaściciel jednego z wyciągów. - Dlatego jeździ się nie po lodowisku, ale po puchu, którego nie brakuje. Mimo rozgłaszanych nieprawdziwych informacji, że Sucha Dolina się kończy, stali bywalcy nadal goszczą w naszym ośrodku.

Piotr Gryźlak

żródło: "Dziennik Polski" 2006-03-04

Autor: mj