Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Sucho w ustach. PIEKIEŁKO.

Treść

Pięciolecie bezskutecznych starań o wodociąg.

Wciąż nie wiadomo, czy spółka wodna w Piekiełku otrzyma pieniądze na zbudowanie wodociągu, który zapewniłby wodę dla około stu ludzi we wsi. Batalia o dofinansowanie z budżetu gminy trwa już pięć lat.



Piekiełko jest wsią rozrzuconą po wzgórzach i do tej pory nie doczekało się jednego porządnego wodociągu dla wszystkich mieszkańców. Grupka szczęściarzy zdołała się przed laty podłączyć pod sieć limanowską. Kilka osób wspólnie złożyło się na wiercenie głębszej studni i wodę rozprowadzili między siebie. Większość ludzi zamieszkujących Piekiełko ma swoje studnie, w które jak się spojrzy latem, to się robi sucho w ustach, bo coraz częściej widać w nich dno. Grupa jednego z w miarę zwartych osiedli zawiązała najpierw komitet budowy wodociągu, a potem za namową wójta Tymbarku Stanisława Pachowicza, spółkę wodną.

- Liczyliśmy, że zgodnie z tym, co nam wójt obiecał, spółka dostanie szybciej pieniądze. Dziś mamy swoje ujęcie wody i działkę pod zbiornik, włożyliśmy w to sporo własnych pieniędzy - mówi Maria Kulig stojąca na czele spółki.

Rozżalona opowiada, że przez ostatnie lata nachodziła się bezskutecznie za pieniędzmi, stukała, pukała, gdzie się dało, a największy ma żal do wójta, że społecznie przyszykowaną i rozpoczętą inwestycję zbywał. Fakt, że nie zapewni ona wody wszystkim mieszkańcom Piekiełka. Takiej możliwości nie ma.

- Studnie nie są wydajne, wody brakuje wszędzie - mówi radny z Piekiełka Marek Golonka. Jest członkiem spółki wodnej obejmującej około 25 gospodarstw i bardzo mu zależy, by woda była u niego i u sąsiadów. Ma doświadczenie dwóch kadencji w Radzie, a teraz stoi na czele opozycyjnego wobec wójta Pachowicza klubu radnych "Nasza gmina", który ma dwukrotną przewagę nad pozostałymi radnymi.

- Sprawa ciągnie się wiele lat - mówi radny Golonka. - Mimo że miejscowość jest rozrzucona po górach, to ludzie są zwarci. Myślę, że jesteśmy jak mało która wieś przygotowani do inwestycji. Posiadamy własny odwiert, który w zamian za grunty pod własne ujęcia wody odstąpiła nam firma Tymbark SA. Włożyliśmy w to przedsięwzięcie, lekko licząc, z 80 tys. zł. Jesteśmy zarejestrowani, co trwało pół roku, mamy dokumentację. Trzeba by to wreszcie skończyć. Sprawa jest znana całej wsi. Szkoda, że nie udało się pozyskać wcześniej pieniędzy unijnych, bo teraz priorytetowe są kanalizacje.

Gmina Tymbark nie ma jeszcze uchwalonego budżetu. Pozycja wodociągu jest ogólna, bez wskazania co i gdzie. Wójt Pachowicz podaje kwotę 4 milionów złotych, łącznie z dotacjami unijnymi, które przez dziesięć lat jego rządów przeznaczone były na wodociągi.

- Brak wody to chyba najważniejszy nasz problem - mówi Stanisław Pachowicz. - Jestem wójtem wszystkich mieszkańców gminy bez względu na to, kto, gdzie i jak na mnie głosuje. Spółce, z tego co wiem, brakowało jeszcze do niedawna dokumentów.

Wójt nie ukrywa, że choć ciąży na nim obowiązek zaopatrzenia wsi w wodę, to z drugiej strony jest wyczulony na wspieranie podmiotów niepublicznych po aferze ze stowarzyszeniem nauczycieli, które właśnie w Piekiełku zrobiło ogromne długi.

- Jest Rada, od której zależy wydatkowanie środków. Ja jako wykonawca się temu podporządkuję. Chcę powiedzieć, że włożyliśmy w wodociągi ogromne pieniądze, a wody wciąż brakuje i potrzeby wszędzie dookoła są ogromne.

(WCH), "Dziennik Polski" 2007-02-27

Autor: ea