Szambo gigant
Treść
W zbiorniku oczyszczalni ścieków w Podegrodziu piętrzą się ścieki z kanalizacji, których nie można oczyścić i wpuścić do Dunajca. Padła turbina podtrzymująca życie kolonii bakteryjnej, zwalczającej nieczystości. Bakterie zamierają, ścieków przybywa. Ratunkowo beczkowozy z zawartością indywidualnych szamb zgodziła się przyjmować oczyszczalnia w Łącku. - Przede wszystkim zamknęliśmy odpływ oczyszczonej ze ścieków wody do rzeki - powiedział nam wczoraj wójt gminy Stanisław Łatka. - Uszkodzona turbina, dzięki której kolonia bakteryjna była natleniana jest już w naprawie w warszawskiej firmie. Wiemy, co się stało. Koszt naprawy to szacunkowo 40 tys. zł. W ciągu czterech tygodni, powinniśmy mieć uruchomioną turbinę po naprawie. Jestem dobrej myśli, że do tego czasu nie wymrze nam cała kolonia bakterii zwalczających zanieczyszczenia w ściekach. Z dnia na dzień ich aktywność spada. Mam stałe meldunki od szefa oczyszczalni Sebastiana Popardowskiego. To pracownik, który najlepiej się na niej zna, bo towarzyszył jej rozruchowi. Przy założeniu wariantu najgorszego, trzeba by było czekać jeszcze dodatkowo kilkanaście dni na odtworzenie kolonii bakteryjnej. W chwili obecnej oczyszczalnia staje się gigantycznym szambem, w którym gromadzą się ścieki dostarczane rurami kanalizacyjnymi. Wstrzymane zostało przyjmowanie beczkowozów. Napełnia się jednak stale jeden z dwóch bioreaktorów, czyli ogromnych zbiorników, w którym wcześniej zachodził proces degradacji i utylizacji wszelkich brudów. Jeśli się w najbliższych tygodniach napełni, a jest to bardzo prawdopodobne, zostanie podjęta dramatyczna decyzja napełniania drugiego zbiornika, gdzie do tej pory zbierane były wyłącznie osady. - Na szczęście - dodaje wójt Łatka - z końcem sierpnia robiliśmy odwodnienie 360 metrów sześciennych tych osadów i ich poziom znacznie się obniżył. Mamy więc trochę wolnego miejsca. Oznacza to jednak, że osad będzie zalewany przez ścieki. Z pomocą pośpieszyła nam oczyszczalnia w Łącku i odbiera zawartość szamb przywożonych beczkowozem. Rozmawiałem kilkanaście godzin temu z prezesem Sądeckich Wodociągów. Jesteśmy umówieni na wtorek. Będziemy negocjować ilość odbieranych ścieków i stawkę. To nie pierwsza awaria oczyszczalni w Podrzeczu. Blisko dwa lata temu także popsuła się turbina, tylko w drugim zbiorniku. Wkrótce po tym mieszkańcy zaalarmowali nas, że wokół oczyszczalni śmierdzi i że zanieczyszczony jest potok Brzeźniczanka. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska po badaniach potwierdził skażenie potoku, do którego prawdopodobnie dostały się nieoczyszczone ścieki. Nie było tylko wiadomo do końca, ile z nich trafiło tam ze zbiorników, a ile z beczkowozów opróżnianych do rowu. Bo i taką możliwość rozpatrywano. Ponieważ Brzeźniczanka wpada do Dunajca powyżej ujęć Sądeckich Wodociągów, zaalarmowany został ten dostawca wody między innymi dla Nowego Sącza. Tym razem, jak poinformował wójt, w sposób szczególny zabezpieczono ścieki wodne przed przedostaniem się nieczystości z napełniających się zbiorników. (WCH) "Dziennik Polski" 2007-09-07
Autor: wa