Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Szczęście na ulicy

Treść

Szliśmy z córką Eweliną przez ul. Wałową w Nowym Sączu, a tu nagle podchodzi do nas dystyngowany pan i pyta, czy nasze niepełnosprawne dziecko nie potrzebuje nowego wózka inwalidzkiego ­ opowiada Maria Szymańska z Nowego Sącza. ­ To było rano w poświąteczny wtorek. Powiedział, że jest Polakiem mieszkającym w Niemczech i postara się pomóc. Prosił o nasz adres. Nie ryzykowaliśmy niczego, dając aderes, raczej bez wiary w napotkanie szczęścia na ulicy.
Jak czołg
Tego samego dnia po południu w domu Szymańskich przy ul. Kilińskiego zadzwonił telefon. Nieznajomy z ulicy mówił, że właśnie jedzie z wózkiem dla Eweliny i prosił, żeby czekać na niego. Godzinę później przed domem zatrzymał się opel omega combi, a starszy pan wyjął z pojazdu dziecięcy, bardzo zwrotny, niewielki wózek na kołach ozdobionych kwiatkami i zwierzakami. Wózek na tyle lekki, że mógł go trzymać w jednej ręce. Rodzice Eweliny ­ Maria i Czesław Szymańscy przecierali oczy z zaskoczenia i radości. Ewelina niepełnosprawna jest od urodzenia, chociaż kolejne zabiegi chirurgiczne i wysiłki rehabilitacyjne poprawiają jej stan. Teraz jest w gorsecie po jednej z długiej serii operacji kręgosłupa. Właśnie zmniejszono skoliozę ze 120 stopni do 80. To sukces, ale 17-letnia dziewczyna nadal nie może się poruszać samodzielnie. Rodzice przystosowali dla niej spacerowy wózek dziecięcy, żeby mogła opuszczać dom. Jest jak czołg: wielki, ciężki i mało zwrotny. Maria już uszkodziła sobie kręgosłup od jego taszczenia. Prezent jest więc wybawieniem, choć też wymaga drobnych dostosowań do tego, jak musi siedzieć Ewelina.
Roch, ojciec Rocha
Uśmiechem losu napotkanym na sądeckiej ulicy przez Ewelinę i jej rodziców jest Roch Hernes. Niektórzy mieszkańcy Nowego Sącza i Limanowej pamiętają go sprzed lat. Parał się propagowaniem muzyki. Urządzał koncerty pieśni z wówczas kilkuletnim synkiem, też Rochem. Teraz żyje w Berlinie i też nadal zajmuje się muzyką, a najmłodsza jego córka, 7-letnia Diana odnosi międzynarodowe sukcesy. Przyjeżdżając w rodzinne strony zabiera z sobą sprzęt dla niepełnosprawnych, bo wie, jakie są potrzeby. Teraz akurat miał wózek inwalidzki, który zostawił u przyjaciół w Szczawie. Te kilka godzin od spotkania z Eweliną na ulicy do ofiarowania jej wózka potrzebował na pokonanie trasy do Szczawy i z powrotem.

(ZSM)

Gazeta Krakowska" 2005-03-31

Autor: ab