Szkaradek prezesem Sandecji?
Treść
Krzysztof Szkaradek, prezes Klubu Sportowego Start Nowy Sącz, jest głównym kandydatem do objęcia stanowiska sternika MKS Sandecja. Nadzwyczajne zebranie sprawozdawczo-wyborcze tej istniejącej do dzisiaj najstarszej w mieście organizacji sportowej odbędzie się w piątek, 22 września. Szkaradek spotkał się w piątek z Radą Drużyny, otrzymał od kuratora klubu Marka Banasia ustną informację o sytuacji finansowej MKS. Dzisiaj o godz. 18 odbędzie kolejne rozmowy z piłkarzami, po których podejmie decyzję o ewentualnym ubieganiu się o fotel prezesa. - Do przejęcia sterów w Sandecji namawiali mnie wiceprezydent miasta Stanisław Kaim oraz poseł Andrzej Czerwiński, świetny przed laty jej piłkarz - przyznaje Krzysztof Szkaradek. - Nie ukrywam, że dano mi trudny orzech do zgryzienia. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja klubu jest trudna, budżet od kilku lat nie może się zbilansować, ale dokładnego stanu zadłużenia nie znam. Nie należę do ludzi chorych na władzę i jeśli podejmę decyzje na tak, to wyłącznie kierując się troską o dobro sądeckiego sportu. Ktoś tym klubem musi przecież kierować. Z tego co się orientuję, to w Sandecji niezbyt poważnie traktowano piłkarzy, nie mówiono im prawdy prosto w oczy. Będę starał się taki stan rzeczy zmienić. Tak się składa, że wkrótce skończy się moja kadencja w Starcie. Czy taka przesiadka z fotela na fotel jest wskazana? Nie wiem, ocenią to wyborcy. Jedno jest pewne: w przypadku przejęcia przeze mnie sterów w Sandecji, będę zabiegał głównie o przychylny klimat dla niej w nowej Radzie Miasta. Dzisiaj szanse na to, że zdecyduję się kandydować, oceniam na 50 procent. Daniel Weimer *** Sas mówi: nie Podczas niedawnego meczu Sandecji II z Przebojem Wolbrom, na stadionie przy ul. Kilińskiego kolportowano wiadomość, jakoby do fotela prezesa MKS przymierzany był Kazimierz Sas. Ten były poseł dwukrotnie pełnił już tę funkcję. - Poziom plotki w Nowym Sączu jest okrutny - powiada Kazimierz Sas. - Kategorycznie zaprzeczam, jakobym miał się ubiegać o trzecią elekcję. Swoje dla klubu zrobiłem. Przygotowałem uroczystości jubileuszowe, za mojej kadencji druga drużyna awansowała do IV ligi. I śmiało spoglądam dzisiaj w lustro. Stawałem na głowie, by jakoś powiązać koniec z końcem, starałem się mieć czas dla każdego zawodnika, chodziłem od drzwi do drzwi, zabiegając o finansowe wsparcie dla klubu. Nie przez wszystkich zostało to niestety docenione. Zawsze powtarzałem, że Sandecja to dobro ponadczasowe, ponadpolityczne. Tymczasem stała się elementem przetargowym w pewnych gierkach. Dlatego nie będę ani jej prezesem, ani członkiem zarządu. Chociaż zapewniam, że dopóki sił starczy, nie odmówię jej pomocy. (dw), "Dziennik Polski" 2006-09-19
Autor: ea