Szkolne boisko na prywatnej ziemi
Treść
Miasto ma zwrócić właścicielom grunt, na którym zbudowano boisko szkolne i korty przy Szkole Podstawowej nr 21 na ul. Rokitniańczyków. Za błędy urzędników odpowiedzialnych za decyzje mogą zapłacić uczniowie.
Kiedy w 1984 roku zapadała decyzja o wywłaszczeniu, teren był przeznaczony na II etap budowy osiedla Wojska Polskiego w Nowym Sączu z przeznaczeniem na budowę szkoły podstawowej wraz z halą sportową i z towarzyszącymi terenowymi urządzeniami sportowymi oraz ulicy. Na spornych terenach dziś znajduje się boisko sportowe, bieżnia i korty tenisowe. Jednak w chwili złożenia przez ośmiu właścicieli wniosku o zwrot działek, nie była jeszcze realizowana żadna inwestycja.
Roboty budowlane rozpoczęły się w 2002 roku, za krótkich rządów Ludomira Krawińskiego, i to pomimo wniosków byłych właścicieli o zwrot nieruchomości, które złożyli rok wcześniej, jeszcze na ręce prezydenta Andrzeja Czerwińskiego. Mając w posiadaniu te dokumenty, urzędnicy nie powiadomili zainteresowanych o zamiarach wobec tego terenu. Podstawą do złożenia w 2001 roku przez ośmiu właścicieli wniosku o zwrot ziemi był fakt, że zgodnie z przepisami ustawy o gospodarce nieruchomościami, spadkobierca może zażądać zwrotu wywłaszczonej nieruchomości w sytuacji, gdy pomimo upływu 7 lat od dnia, w którym zapadła decyzja o wywłaszczeniu, nie rozpoczęto prac budowlanych.
Tak było w przypadku terenu przy ul. Rokitniańczyków. Tu prace budowlane rozpoczęły się dopiero 17 lat po wywłaszczeniu. Na tej podstawie wojewoda podjął decyzję o zwrocie działek ich właścicielom. Podparł się przy tym wyrokami Naczelnego Sadu Administracyjnego i Sądu Najwyższego, które w podobnych sytuacjach orzekły o zwrocie nieruchomości.
Nie pomógł miastu fakt, że działki stanowiące własność skarżących nie były włączone w etap II rozbudowy osiedla Wojska Polskiego, a znalazły się jedynie w granicach tzw. "terenów zarezerwowanych" i w związku z tym wyłączonych z tego opracowania.
Co więcej, w postępowaniu sądeckich urzędników wojewoda dopatrzył się uchybień. Choćby w tym, że o decyzji w sprawie rozpoczęcia budowy nie powiadomili zainteresowanych stron, mimo, że mieli w aktach ich wniosek o zwrot gruntów.
Pierwszą instancją, która podejmowała decyzję dotyczącą zwrotu wywłaszczonych działek, był prezydent miasta. Decyzja była oczywiście odmowna, a wiceprezydent Zofia Pieczkowska uzasadniając ją wyjaśniała, że inwestycja rozpoczęła się dopiero po kilkunastu latach od wywłaszczenia, ponieważ realizowana była etapowo. Najpierw budowano bloki, potem dopiero szkołę i boiska. "Zmiana ustroju państwa oraz braki finansowe sprawiły, że dopiero przystąpienie Gminy Nowy Sącz jako inwestora do udziału w inwestycji pozwoliło na budowę SP nr 21 oraz hali sportowej i towarzyszących jej obiektów sportowych" - napisała wiceprezydent.
Wnioskujący o zwrot działek decyzję tę zaskarżyli do wojewody, a ten uchylił ją w 2003 roku, uznając roszczenia właścicieli za zasadne.
Nie koniec na tym. Wojewoda wyłączył prezydenta i jego zastępców z podejmowania dalszych decyzji, jako że miasto jest stroną w tej sprawie i wyznaczył starostę nowosądeckiego do wyliczenia odszkodowania, jakie ubiegający się o zwrot ziemi mają zapłacić na rzecz miasta za inwestycje poczynione już na działkach. W 1984 roku otrzymali od miasta ok. 8,5 mln zł (po rewaloryzacji daje to 636.519 zł) odszkodowania za uwłaszczoną ziemię. Zgodnie z przepisami, w razie zwrotu nieruchomości, muszą zwrócić połowę zwaloryzowanej kwoty. Zgodnie z przepisami Marian Ryczek, dyrektor Wydziału Geodezji i Budownictwa Starostwa Powiatowego w Nowym Sączu oszacował odszkodowanie na kwotę 324,6 tys. zł, przy czym nieruchomość - według rzeczoznawcy majątkowego - jest warta 971,2 tys. zł.
Oznacza to dla ośmiu wnioskodawców konieczność wpłaty na konto miasta kwot w wysokości od 15 do 62 tys. zł każdy. Kwota jest wysoka, ponieważ oszacowano wartość gruntu wraz z dobrodziejstwem niechcianego inwentarza, czyli kortami, bieżnią, boiskiem sportowym i ogrodzeniem.
Gdyby urzędnicy nie działali metodą faktów dokonanych, dziś nie byłoby tego problemu. Decyzja nie jest jeszcze prawomocna.
Jak się dowiedzieliśmy, właściciele działek będą odwoływać się od decyzji starosty, domagając się zmniejszenia odszkodowania.
Od decyzji wojewody i starosty odwołuje się również prezydent, który ponosi konsekwencje błędów popełnionych przez jego poprzedników.
- Na razie nie bierzemy pod uwagę zwrotu gruntów. Przed nami jest kilkuetapowa droga odwoławcza od decyzji. Liczymy, że z właścicielami gruntów uda nam się zawrzeć ugodę korzystną dla obu stron - powiedziała nam wiceprezydent Pieczkowska. (MONK)
"Dziennik Polski" 2005-11-22
Autor: ab