Tajne popracie
Treść
Przeciwnikom Piotra Gawrona nie udało się doprowadzić do odwołania go z funkcji prezesa Zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej "Beskid"
Z dużej chmury mały deszcz - tak można podsumować wyniki walnego zebrania przedstawicieli członków Spółdzielni Mieszkaniowej "Beskid". Nie sprawdziły się kuluarowe zapowiedzi odwołania prezesa zarządu Piotra Gawrona, który krótko przed północą, w głosowaniu tajnym, uzyskał absolutorium stosunkiem głosów 21 do 9.
W programie zebrania było kilka zapalnych punktów. Najważniejsze dotyczyły oprotestowanego przez grupę mieszkańców Wólek projektu sprzedaży gruntów właścicielom segmentów jednorodzinnych przy ul. Boya-Żeleńskiego oraz udzielenia absolutorium prezesowi Gawronowi. Kieruje on spółdzielnią już 13 lat i w "Beskidzie" nie brak opinii, że po tak długim czasie powinien odejść. Takie nastroje spotęgowały wykryte w ostatnich miesiącach afery - najpierw wyszło na jaw, że kilka pań ze służb księgowych wyprowadziło ze spółdzielczej kasy ponad 220 tys. zł, potem wybuchł spór o rachunki za ciepłą wodę. Okazało się bowiem, że zbiorczy licznik zamontowany w kotłowni na osiedlu Wólki wskazał zużycie wyższe niż to, co zarejestrowały wodomierze w poszczególnych mieszkaniach. Podejrzewano kradzież wody przez nieuczciwych lokatorów, wdrożono system kontroli, co nie zmienia faktu, że ciepła woda będzie kosztować "Beskid" 50 tys. zł drożej niż zakładano.
W bojowym nastroju przystąpiono więc w poniedziałkowy wieczór do głosowania projektów uchwał. Przeciwnicy prezesa zapowiadali drastyczne rozwiązania. Mogło do nich dojść, bo na 37 przedstawicieli członków spółdzielni na walne przybyło aż 33. To oznacza, że grupa była zdolna do podejmowania uchwał. O ostre cięcia apelował jeden z przedstawicieli Wólek Stanisław Wysocki.
- W spółdzielni dochodziło do nieprawidłowości świadczących o karygodnych błędach w zarządzaniu naszym wspólnym dobrem - sugerował Stanisław Wysocki. - Nie chowajmy głów w piasek, nie bójmy się podejmować trudnych decyzji.
Wspierał go w tym Roman Kunik z tego samego osiedla. Zażądał on przedyskutowania wniosku o przeprowadzenie w trybie tajnym głosowania nad udzieleniem absolutorium prezesowi zarządu. Sprzeciwił się temu stanowczo Wiesław Wójtowicz z os. Wojska Polskiego. Powołując się na doświadczenia z przeszłości, zasugerował, że utajnienie głosowania niczego nie zmieni.
Przed północą okazało się, że były to prorocze słowa. Przedstawiciele spółdzielców zgodzili się na tajne głosowanie i zdecydowana większość z nich opowiedziała się za udzieleniem prezesowi absolutorium. Zanim jednak do tego doszło, wysłuchali m.in. obszernego sprawozdania z działalności Rady Nadzorczej oraz zarządu "Beskidu". Ich nastawienia nie zmieniły nawet opinie przeciwników dotychczasowych władz spółdzielni, którzy sceptycznie odnieśli się do informacji zawartych w sprawozdaniach, twierdząc, że są zbyt ogólnikowe i nie wynikają z nich żadne wnioski na przyszłość.
Piotr Gawron uważa, że udzielenie mu absolutorium jest dowodem dużego kredytu zaufania, jakim obdarzają go reprezentanci spółdzielców. W 13-letniej karierze prezesa, taki kredyt udzielono mu trzynaście razy, bo praca szefa zarządu oceniana jest co roku podczas walnego zebrania.
- Miniony rok był chyba najtrudniejszy z wszystkich tych lat, które poświęciłem "Beskidowi" - mówi Piotr Gawron. - Mam jednak wrażenie, że osoby uczestniczące w zebraniu nie oceniały tego krótkiego okresu, lecz wszystko to, co udało się zrobić w ciagu 13 lat. Pamiętali, że "Beskid" był jedną z pierwszych spółdzielni w kraju, która w całości pozbyła się azbestu ze swoich bloków. Docenili też moje zabiegi o anulowanie przez urząd skarbowy 250 tysięcy złotych odsetek naliczonych po tym, jak okazało się, że po przeprowadzeniu ponownych pomiarów metraż naszych lokali jest większy niż deklarowaliśmy. Podobne przykłady można mnożyć. Ważne, że całość złożyła się na pozytywną ocenę mojej pracy.
Dodajmy, że podczas walnego anulowano uchwałę zobowiązującą władze spółdzielni do odsprzedania właścicielom segmentów jednorodzinnych przy ul. Boya-Żeleńskiego terenów, stanowiących przedłużenie ich ogrodów. Przeciw takiemu rozwiązaniu zaprotestowała grupa mieszkańców osiedla Wólki, twierdząc, że zadaniem spółdzielni nie jest handel ziemią, lecz budowa na niej bloków. Protestujący obawiali się, że grupa osób kupi grunty, by odsprzedać je z zyskiem nabywcom, którzy zechcą tam wykupić działki budowlane. Nie pomogły zapewnienia, że chodzi jedynie o kilkadziesiąt arów, stanowiących przedłużenie ogrodów właścicieli segmentów przy Boya-Żeleńskiego.
- Chcieliśmy tylko zagospodarować teren, który obecnie jest zarośnięty i przypomina śmietnik - zapewnia jeden z mieszkańców ul. Boya-Żeleńskiego. - Nie było mowy o budowaniu tam czegokolwiek. Sprawę przedstawiono jednak w taki sposób, by przekonać spółdzielców, iż mamy jakieś niecne zamiary. Widać zrobiono to skutecznie.
Reprezentanci spółdzielców zdecydowali, że na tym terenie wybudowanych zostanie 35 segmentów jednorodzinnych w zabudowie szeregowej.
PAWEŁ SZELIGA
"Dziennik Polski" 2006-07-27
Autor: ea