Twardy glina
Treść
Nadinspektor policji Marek Hebda, przed laty sądecki oficer, który w rodzinnym mieście czyścił komendę z nieuczciwych funkcjonariuszy, został zastępcą komendanta głównego policji. Z awansem sądeczanina ludzie wiążą nadzieje na większą bezkompromisowość, skuteczność i uczciwość policji, również na lepszą jej współpracę ze społeczeństwem.
Najtrudniej na własnym podwórku
Dla Marka Hebdy policyjne porządki to niemal chleb powszedni. Kiedy 1 lutego 1979 r. trafił do sądeckiej Komendy Wojewódzkiej znalazł się w Wydziale Kadr, a od 1982 r. został oficerem dyscyplinarnym. Wspomina tamten okres jako trudny, ale związany z bardzo koniecznym samooczyszczaniem służby mundurowej. 12 funkcjonariuszy, w tym i oficerów, nie tylko Milicji, ale i usytuowanej wyżej Służby Bezpieczeństwa, zostało ukaranych, niektórzy pożegnali się ze służbą. Rozbita została m.in. mundurowa grupa wymuszająca haracze od prostytutek na sądeckim dworcu kolejowym. Przed sądem stanęli oficerowie SB, którzy, jadąc piajni, spowodowali śmierć człowieka. Opinia o funkcjonariuszach się poprawiła. Hebda zyskał uznanie i awansował na zastępcę szefa Komendy Rejonowej, a następnie naczelnika Wydziału Kryminalnego nowosądeckiej Komendy Wojewódzkiej. Sukcesy tych służb sprawiły, że to Hebdzie dano najtrudniejszy, nowotworzony Wydział Walki z Przestępczością Zorganizowaną. Znowu posypały się sukcesy.
Czyszczenie stajni Augiasza
Z Nowego Sącza Hebda odszedł do Krakowa. Został zastępcą komendanta miejskiego, a niebawem wojewódzkiego policji. Szła fama, że przy nim nie ma miejsca w szergach policji dla nieuczciwych. W 2002 r. został komendantem wojewódzkim policji w Lublinie. - Przychodziłem do Lublina wiedząc już, że tam nie dzieje się dobrze w policji - opowiada inspektor Marek Hebda. - Wnet wyszło, że jest gorzej niż przypuszczano. F unkcjonariusze drogówki zorganizowali prywatną fabrykę "stłuczek", których nie było. Wyszło na jaw wiele rzeczy plugawych i niegodnych ludzi w mundurach. Sporo funkcjonariuszy, również oficerów, ogląda świat spoza krat w celach aresztów i więzień.
Przez Houston do Warszawy
Dzięki tak ostrym poczynaniom, Hebda zyskał miano twardego gliny i nawet nie krył, że takie nazywanie go sprawia mu sporo satysfakcji. Mając na pieńku z wieloma, nigdy nie skrył się za przysłowiową bokserską podwójną gardą. Nawet jego adres i numer telefonu były w inter necie. Kiedy absolwent wydziału Prawa Administracy jnego i wysokiej rangi policjant szkolił się w Akademii FBI w Quantico w USA, podczas pobytu w Huston dosięgła go propozycja objęcia komendy w Centralnym Biurze Śledczym. Było o tym głośno. Hebda ofertę rozważał i pozostał komendantem w Lublinie. Prywatnie wyznał, że w CBŚ byłby tylko urzędnikiem, raczej wykonawcą. Komendant, nawet tylko wojewódzki, to możliwość samodzielnej decyzyjności, a także odpowiedzialności. Wykorzystał te możliwości i policja zyskała sojuszników w obywatelach, którzy już się nie bali pomagać w chwytaniu przestępców, a gdy to zrobili - mieli odwagę publicznie pokazać twarz. Marek Hebda nadal czuje się sądeczaninem. W naddunajcowym grodzie ma żonę, synów, mieszkanie i bywa tu gdy tylko może. W lipcu ubiegłego roku zyskał szlify generalskie, czyli policy jny stopień nadinspektora. Od kilku dni jest zastępcą komendanta głównego policji.
STANISLAW ŚMIERCIAK
"Gazeta Krakowska" 2005-04-25
Autor: ab