Usunięci za działalność
Treść
Usunięci za działalność
Joanna Wituszyńska, dyrektor Gimnazjum nr 2, Henryk Leśniara, dyrektor Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego oraz Marek Porębski dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Nowym Sączu zostali usunięci ze stanowisk w trybie natychmiastowym. Powodem jest wykrycie w ich zeznaniach podatkowych informacji o prowadzeniu działalności gospodarczej, czego zabrania ustawa.
NOWY SĄCZ:
W przypadku dyrektorki gimnazjum może to być tylko formalność, gdyż wygrała ona konkurs na nową kadencję od tego roku szkolnego, a zrezygnowała ze spółki z mężem, obecnym radnym i byłym przewodniczącym Rady Miasta w połowie ubiegłego roku. W dramatycznej sytuacji znalazł się jednak dyrektor DPS. W jego wypadku usunięcie ze stanowiska jest jednoznaczne z utratą pracy w ogóle.
Bomba wybuchła wczoraj, kiedy wiceprezydent Stanisław Kaim poinformował o tych trzech przypadkach, nie podając nazwisk.
- Zgodnie z ustawą byłem zmuszony do końca października bardzo dokładnie przejrzeć zeznania podatkowe dyrektorów wydziałów i placówek samorządowych - stwierdził wiceprezydent Kaim. - Przepisy jednoznacznie zabraniają prowadzenia przez ludzi piastujących takie funkcje działalności gospodarczej. W trzech przpadkach stwierdziliśmy naruszenie ustawy i musieliśmy dokonać zwolnień oraz przesunięć kadrowych.
Tu padły nazwy ośrodka i domu pomocy społecznej oraz stwierdzenie, że chodzi o dyrektora szkoły na zwolnieniu lekarskim. Nietrudno było zidentyfikować te osoby, tym bardziej, że jedyną dyrektorką szkoły na zwolnieniu lekarskim jest Joanna Wituszyńska. Byliśmy dla niej posłańcem złej wiadomości, gdyż o niczym nie wiedziała.
- Bardzo dziwne, że akurat teraz dzieją się takie rzeczy - powiedziała nam dyrektor Wituszyńska. - Mąż wpisał mnie swego czasu do spółki, ale ja zrezygnowałam w czerwcu 2003 roku. To są tak odległe sprawy. Z niewiedzy prawnej trudno się tłumaczyć. Jestem jednak po konkursie na nową kadencję. Zwolnienie lekarskie zupełnie nie ma związku z tymi informacjami.
Henryk Leśniara dowiedział się o usunięciu z funkcji tuż przed świątecznym weekendem. Został wezwany do na rozmowę i wręczono mu od razu decyzję.
- Powołują się na ustawę z 1997 roku o ograniczeniu działalności gospodarczej przez burmistrzów, wójtów i kierowników jednostek organizacyjnych gminy - mówi Henryk Leśniara. - Mnie coś piknęło wcześniej. Konsultowałem się ze specjalistą w tej dziedzinie. Stwierdził, że prowadzenie przeze mnie autorskiej pracowni artystycznej nie koliduje z moją funkcją dyrektora. W zeznaniach to ująłem, niczego nie zatajałem. Było wiadomo o tym od dawna. I nagle tak niespodziewana reakcja.
Henryk Leśniara jest właścicielem pracowni artystycznej "Drama", znanej z wielu znakomitych przedstawień dla dzieci robionych na potrzeby szkół. Pracuje jako animator i aktor wraz ze swoją żoną Barbarą. Po usunięciu go z kierowniczego stanowiska pozostaje w tej chwili w ośrodku jako pedagog. Na jego miejsce, na razie z powierzonymi obowiązkami, przyszła Teresa Sykstus z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, który formalnie nadzoruje pracę ośrodka.
Z trzecią ofiarą własnych zeznań podatkowych Markiem Porębskim nie udało nam się skontaktować, gdyż przebywa na zwolnieniu lekarskim. Zastępuje go czasowo Jan Juraszek, jeden z pracowników DPS. O sytuacji dyrektora Porębskiego mówi Piotr Lachowicz, sekretarz miasta:
- Nauczycieli chroni Karta, odwołanie z funkcji nie oznacza zwolnienia z pracy. Dyrektor DPS miał umowę o pracę na stanowisko dyrektora. To jednoznacznie określa, że traci zatrudnienie.
Piotr Lachowicz także niechętnie operuje nazwiskami.
- Nie chciałbym jeszcze wszystkiego przesądzać. W przypadku dyrektorki szkoły, sytuacja jest prawnie skomplikowana. Gdy przyjdzie ze zwolnienia, prawdopodobnie prezydent wręczy jej wymówienie za poprzednią kadencję, ale to będzie tylko formalność. Trwają jeszcze rozmowy i wyjaśnienia. Rozumiem dramat tych ludzi. Słyszałem, że w Krakowie w podobnych przpadkach wręczano kudziom dymisje, by zatrudnić ich ponownie. Zastanawiamy się jednak poważnie, czy nie jest to kpina z prawa i czy ktoś by nam tego w ten sposób nie wytknął.
- Nie ma tu złej woli, a raczej niewiedza czy, jak w kilku innych przypadkach, błędne zapisy - zauważa wiceprezydent Kaim.
Wieść o kadrowej weryfikacji rozeszła się lotem błyskawicy po mieście. Komentowana jest bardzo różnie. Wielu w sprawdzaniu zeznań dopatruje się jedynie pretekstu dla pokazania siły, lub pozbycia się osób, przy których od dawna ratusz postawił kreskę. Zainteresowani tego nie komentują, pytają jedynie - wcześniej nie wiedzieli?
Wojciech Chmura
"Dziennik Polski" 05-11-2004
Autor: katka