Przejdź do treści
Przejdź do stopki

W rękawie marynarki. Chełmiec

Treść

Awantura z sesji Rady Gminy przeniesiona do prokuratury. Sobotnia sesja Rady Gminy w Chełmcu znalazła swój finał w prokuraturze. Klub Rady "Nasza gmina" złożył zawiadomienie o naruszeniu prawa, popełnieniu przestępstwa przez czterech radnych z konkurencyjnego ugrupowania. W rzeczywistości jest to dalszy ciąg walki o wójta Bernarda Stawiarskiego, którego nie udało się odwołać na ostatniej sesji. Jak obszernie informowaliśmy w poniedziałek, część sobotniej sesji przełożono do czwartku i dopiero jutro mają być głosowane uchwały stwierdzające wygaszenie mandatu wójta Stawiarskiego oraz dwóch radnych, którzy nie dopełnili w terminie obowiązku składania oświadczeń majątkowych. W ten sposób umożliwiono nieobecnemu wójtowi złożenie wyjaśnień, czego domagali się jego ludzie w Radzie. Sobotnia sesja przebiegała w atmosferze przepychanek i awantur. Zjawili się zwolennicy wójta z transparentami. Atmosferę skrajnego zdenerwowania w grupie radnych popierających wójta wywoływał fakt, że nie mają oni przewagi w głosach. Opozycja wygrywa z nimi w każdym głosowaniu wynikiem 11 do 10. "Nasza gmina" postanowiła użyć innej broni już poza sesją. Wczoraj radni z tego ugrupowania Zbigniew Mordarski i Paweł Bogdanowicz - zapowiadany Zbigniew Leśniak nie dotarł - na specjalnie zwołanej konferencji prasowej w sądeckiej restauracji "Ratuszowa" oznajmili, że dwie sprawy skierowali do prokuratury. Pierwsza dotyczy prośby o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego co do okoliczności zatrudnienia dwóch młodych kobiet w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Chełmcu. Według kierowniczki ośrodka Jadwigi Witwickiej i wnioskujących radnych, przewodniczący Rady Jan Bieniek i jego kolega klubowy Andrzej Tyrkiel mieli naciskać, by ponownie zatrudniła u siebie dwie młode dziewczyny, rodzinnie powiązane z pracownikami Urzędu Gminy. Według Witwickiej nacisk był tak silny, że musiała z tego powodu zrezygnować z pracy. Okoliczności swojej decyzji opisała szczegółowo w osobnym piśmie. - Ta historia jest wyciągana w wiadomym celu sprzed dwóch miesięcy - komentuje oskarżenia pod swoim adresem przewodniczący Bieniek. - Składaliśmy przed Bożym Narodzeniem życzenia pracownikom urzędu. Poszliśmy z radnym Tyrkielem także do Ośrodka Pomocy Społecznej. Przy okazji życzeń poprosiliśmy kierowniczkę, by ewentualnie dopuściła do konkursu dwie młode pracownice, którym właśnie po czterech miesiącach kończył się okres próbny. Podkreślałem, że nie mogę wywierać żadnego nacisku na kierowniczkę, bo ostatecznie liczą się umiejętności, ale żeby dać szansę. Wszystko. Ale z tego robi się celowo aferę, właśnie teraz. To jest całkowicie niepoważne zachowanie. Drugi wniosek do prokuratury miał już konkretniejszą motywację. Złożył go radny Zbigniew Mordarski, ofiara szarpaniny w przerwie sesji na korytarzu. Według niego popełniono przestępstwo na jego osobie jako funkcjonariuszu publicznym, dokonali tego czynu Zbigniew Berdychowski oraz wspomagający go Zbigniew Węglarz, radni, rzecz jasna, z ugrupowania, które w Bernardzie Stawiarskim nie widzi zbawcy gminy. W tym zawiadomieniu czytamy: "Podczas przerwy w obradach zostałem niespodziewanie, bez żadnego konkretnego powodu zaatakowany przez Zbigniewa Berdychowskiego i Zbigniewa Węglarza. Zbigniew Berdychowski chwycił mnie za rękaw marynarki i wielokrotnie agresywnie potrząsając, usiłował mnie wciągnąć do korytarza za schodami i podarł mi rękaw marynarki. Podczas tego zajścia pozostawałem w pozycji obronnej, cofając się przed napastnikami." Dalej radny Mordarski pisze, że szarpaninie towarzyszyły obelżywe słowa, a rozdzielać ich musieli jego koledzy klubowi. Podaje też nazwiska świadków. Radny w swoim zawiadomieniu nie wspomniał już, że po zajściu przyszedł najpierw na salę, pokazał wszystkim rozerwany rękaw z komentarzem, że został napadnięty, a następnie już z kolegą Berdychowskim, nazwanym napastnikiem, podeszli do obecnych na sali dziennikarzy, tłumacząc, że nic się nie stało. - Pogodziliśmy się, jesteśmy starymi znajomymi, poniosły nas nerwy, ale nic się nie stało. Prosimy, nic nie piszcie, bo nie ma sprawy - mówił do dziennikarzy ten sam radny Mordarski. Sprawozdawcy prasowi wykazali wyrozumiałość i uznali bitkę za niebyłą. Wychodzi na to, że dali się wpuścić do rękawa marynarki. Zbigniew Mordarski pytany wczoraj przez reportera "Dziennika Polskiego" o powody, dla których jednak zmienił zdanie, oznajmił: - To była zgoda w afekcie. Zaistniały okoliczności, po których spór powrócił. Paweł Bogdanowicz stwierdził, że "Nasza gmina" podważa prawną zasadność przygotowanych uchwał o wygaśnięciu mandatów, a w wymiarze ludzkim odwołał się do chrześcijańskiej wyrozumiałości dla popełnianych omyłek. W przypadku potarganej marynarki rozgrzeszenie zostało cofnięte całkiem nie po chrześcijańsku. Co prawda pojawiła się pewna nadzieja. - Czekają was cztery lata wspólnej pracy w Radzie, czy nie lepiej pójść z kolegą Berdychowskim na kielicha? - spytaliśmy radnego Mordarskiego. - Może jeszcze się wybierzemy - stwierdził zapytany. Wojciech Chmura, "Dziennik Polski" 2007-02-14

Autor: ea