Wieczór wspomnień
Treść
NOWY SĄCZ. Kilkaset osób wzięło udział w otwarciu wystawy "Solidarność nowosądecka 1980-89" w Galerii Dawna Synagoga w Nowym Sączu. Organizator wystawy - Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu - zadbało o uroczystą oprawę.
Przyszło wielu działaczy "Solidarności", którzy ćwierć wieku temu zaczynali walkę o wolne związki zawodowe, a także przedstawiciele młodszego pokolenia, dzieci i wnuki ówczesnych dwudzietoparoletnich związkowców. Zabrakło w tym gronie kilku osób. Uroczystości nie doczekał Tadeusz Pajor, który kilka dni wcześniej zmarł.
Nieobecność kilku innych można różnie wyjaśniać. Jedni z zasady unikają kombatanckich spotkań, inni zaczęli ich unikać wraz z otwarciem przez szefów lokalnych struktur NSZZ "S" IPN-owskich teczek.
Wystawę wspólnie z Magdaleną Kroh, która przygotowała ekspozycję i okolicznościową publikację, otwierał Andrzej Szkaradek, wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Małopolska NSZZ "Solidarność". Zaapelował do nauczycieli, by przyprowadzili na wystawę uczniów. Poparł go w tym apelu, Jacek Chronowski, przewodniczący Rady Miasta Nowego Sącza, kierując go również pod adresem prezydenta miasta, któremu podlegają szkoły.
Wystawa to interesujący zbiór pamiątek, dokumentów i publikacji prasowych z okresu formowania się związku, jego jawnej i konspiracyjnej działalności. Aranżacji podjął się art. malarz Krzysztof Bojarczuk.
Wystawie towarzyszy publikacja opracowana przez Magdalenę Kroh. Są w niej m. in., wspomnienia działaczy "S" z lat 80., a także młodych ludzi, z pokolenia lat 80. Cennym materiałem jest kalendarium ważniejszych wydarzeń z historii "S" w Nowym Sączu.
Wystawa potrwa do 13 listopada. Koniecznie trzeba ją zobaczyć. Warto zarezerwować sobie co najmniej godzinę na zwiedzanie ekspozycji.
Dzieci czasów "Solidarności"
Z publikacji "Solidarność nowosądecka 1980 - 1989": fragment pracy Anny Lipińskiej, przygotowanej na konkurs "Do wolnej Polski", ogłoszony w 2000 roku przez Ministerstwo Kultury, MENiS i Związek Harcerstwa Rzeczpospolitej.
Kuba 21 lat (w 1981 r. miał 4 lata):
- Była rewizja. Ja w ogóle nie wiedziałem, co to była rewizja. Siedziałem na tapczanie i byłem strasznie mały, gdy przyszło kilku panów, dwóch lub trzech, ładnie ubrani i strasznie sztywni. Ja myślałem, że to jacyś znajomi są, a w domu była szarlotka - tata robił świetne szarlotki, bo gdy mieliśmy brydża, to piekliśmy szarlotkę - i ja się pytałem ciągle mamy i taty, dlaczego oni nie poczęstują szarlotką rewizji. A rodzice sami zajadali się w tym czasie ciastem i pili kawę. Rewizja szukała różnych rzeczy w domu, a ja, żeby ułatwić im pracę, przynosiłem swoje zabawkowe, plastikowe pistolety, aby je zabrali. Bardzo chciałem zostać rewizorem, bo oni byli tacy poważni, dostojni i ładnie ubrani.(...)".
Marta 29 lat (w roku 1981 miała lat 9)
"(...) Moje wspomnienia mogą być niepełne, "inne", związane z drugą stroną wydarzeń. Mój ojciec był oficerem SB. W miesiącach poprzedzających wprowadzenie stanu wojennego i kilka po, ciągle był poza domem, w dzień i w nocy. Nigdy tak naprawdę nie było okazji, aby porozmawiać z nim o jego pracy. Ale to właśnie on przynosił do domu znaczki "Solidarności" w najrozmaitszych odmianach, czasami ulotki, czasem jakieś książki. Ja była za mała, ale pamiętam, że kiedyś przyniósł wydawnictwo o Katyniu i moja starsza o cztery lata siostra przeczytała je, a potem nawet jakoś te książki rozeszły się po ludziach. Potem słyszałam jak ojciec wyrzucał mamie, że przychylnie się na to patrzy, a na dodatek taka literatura wychodzi jeszcze z jego domu w świat. Wiem, że pomiędzy rodzicami dochodziło czasem do sprzeczek dotyczących bieżących spraw i postaw.
Tomek, 31 lat (w 1981 r. miał lat 11)
"(...) Pamiętam, że były dwa tygodnie dłuższe ferie i gdy wróciliśmy do szkoły na godzinie wychowawczej było o tym, że przed 1917 rokiem pracownicy byli bici, walczyli o prawo do krótszego czasu pracy, lepsze wynagrodzenie itp. Teraz już tak nie jest, bo klasa robotnicza wszystko wywalczyła i teraz nastał okres szczęśliwości dla klasy robotniczej i wtedy się zgłosiłem i powiedziałem:
- Ale przecież milicja nadal bije robotników.
Na to pani nauczycielka odpowiedziała:
- To nie są robotnicy tylko chuligani.
Wtedy powiedziałem:
- Ale przecież mój tata nie jest chuliganem, też go bili i zamknęli w więzieniu.
Na co nauczycielka:
- To na pewno coś zmalował.
Bardzo mnie to uraziło. (...)".
(MONK)
"Dziennik Polski" 2005-09-05
Autor: ab