Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Wieczór z Osiecką

Treść

NOWY SĄCZ. Pamiętajcie o ogrodach

Piękny wieczór z piosenkami Agnieszki Osieckiej przeżyli sądeczanie w Małopolskim Centrum Kultury "Sokół" w ramach Festiwalu "Pamiętajcie o ogrodach".

W koncercie zatytułowanym "Nie żałuję" wystąpili: Ewa Błaszczyk, Barbara Dziekan, Joanna Lewandowska, Mirosław Czyżykiewicz i Andre Ochodlo, którym akompaniował zespół: Paweł Perliński (fortepian), Wojciech Zieliński (instrumenty klawiszowe), Zbigniew Wegehaupt (kontrabas) i Wiesław Wysocki (saksofon, klarnet). Nad całym spektaklem czuwał za kulisami Jerzy Satanowski, kompozytor, aranżer, scenarzysta i reżyser.

Agnieszka Osiecka już za życia owiana była legendą. A teraz, kiedy gdzieś z oddali śledzi ten świat, cieszy się zapewne, że w Polsce trwa nieustający festiwal jej twórczości. Sięgają po jej zwyczajne, choć przecież pełne niezwykłych myśli teksty ludzie młodzi oraz mistrzowie sceny i estrady, osoby, które nigdy na oczy nie widziały tej pisarki i poetki oraz przyjaciele. Autorem programu pt. "Nie żałuję" jest Jerzy Satanowski, który w tym przypadku od początku do końca wymyślił ten wieczór wspomnień.

Widzowie od pierwszego wejścia Ewy Błaszczyk i cudownie zaśpiewanej tytułowej piosenki dają się ponieść nastrojowi twórczości Osieckiej, jej nostalgii, ale i ironii, radości życia i smutku nieuchronności przemijania. Kolejno pojawiają się następni wykonawcy. Barbara Dziekan śpiewa o "ulicy japońskiej wiśni", o szarych balkonach, szarych żonach, szarych spódnicach i kocich snach w kocich łbach". Żywiołowa Joanna Lewandowska twierdzi, że "nie ma, nie ma już mistrzów scen, tych aktorów z dawnych lat". Wywodzący się z Gorlic Mirosław Czyżykiewicz, z nieodłączną gitarą, z typową dla siebie powagą i z charakterystyczną chrypką zastanawiał się: "Kiedy cię spotkam, co ci powiem, że byłaś moim Bogiem, że szmat już drogi przemierzyłem i byłaś wszędzie tam gdzie byłem"... Wielkie brawa zebrał też Andre Ochodlo, który kilka lat temu w rozmowie z "Dziennikiem" mówił: - Agnieszka była naszą przyjaciółką. Tak wiele jej zawdzięczam. Ciągle o niej pamiętam. Szkoda, że tak szybko odeszła. Mogła jeszcze mnóstwo cudownej poezji stworzyć. Dlatego nasz Teatr Atelier w Sopocie nosi jej imię.

Na koniec były długie oklaski, kilka wyjść do ukłonów i bisy. Pojawił się też główny mag widowiska Jerzy Satanowski. Wszyscy artyści otrzymali wielkie czerwone róże. Bo ten kwiat jest przecież symbolem miłości.

Piotr Gryźlak

"Dziennik Polski" 2006-03-24

Autor: ab