Wielkie środowe granie
Treść
Środa upłynęła w Nowosądeckiem pod znakiem piłki nożnej. Na kilkunastu stadionach toczyły się zawody na różnych szczeblach futbolowej hierarchii. Począwszy od Małopolskiej Ligi Juniorów, poprzez ligowe zmagania drużyn A-klasowych i V ligi, aż do półfinałowego dwumeczu o Puchar Polski na szczeblu okręgu.
Waleczni juniorzy
W Muszynie młodzi gracze Popradu, pogodzeni już ze spadkiem do klasy okręgowej, sprawili swym wciąż dość licznym sympatykom miłą niespodziankę. Po golach Bołoza i Kubika pokonali swych rówieśników z Trzebini 2-1. Udowodnili tym samym, że nieobca im jest wola walki, nawet w momencie, kiedy kwestia całosezonowej rywalizacji jest już przesądzona. Chłopcom z uzdrowiska należą się więc brawa za ambicję. Oby w ślady juniorów poszli ich starsi koledzy, którzy pod wodzą nowego trenera Marka Sadlisza spróbują podjąć rywalizację o zakwalifikowanie się do tworzonej od nowego sezonu jednogrupowej czwartej ligi.
Lider nie zawiódł
Zaległe spotkanie o mistrzostwo nowosądecko-limanowskiej grupy klasy A odbyło się w Barcicach. Kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa zespół Barciczanki (zaledwie jeden remis w 19 stoczonych dotąd spotkaniach!) z kwitkiem odprawił kolejnego rywala. Tym razem ofiarą "pazerności" - naturalnie w tym dobrym znaczeniu słowa - podopiecznych grającego trenera Andrzeja Doruli okazała się ekipa Nawoja. Skromne rozmiary triumfu gospodarzy zdają się jednak wskazywać, że nawojowianie nie padli przed nimi na kolana. Tak czy inaczej, trzy punkty zostały zaksięgowane i trudno sobie wyobrazić, aby wzmocnieni zimą pozyskaniem m.in. Gruszczyńskiego, G.Gryźlaka czy Klimczaka zawodnicy z nadpopradzkiej miejscowości mogli roztrwonić znaczną przewagę nad drugim w tabeli KS Tymbark. Nawet wziąwszy pod uwagę, że jedyni kontrkandydaci do piątej ligi rozegrali o jedno spotkanie mniej.
Zachowawczo na szczycie
Właśnie w piątej lidze doszło do pojedynku na szczycie. Prowadzący w tabeli Orkan spotkał się w Szczyrzycu z wiceliderem z Kamionki Wielkiej. Kibice wiele obiecywali sobie po tej konfrontacji, licząc na otwartą, ofensywną grę z obydwu stron. Jak to jednak często w takich przypadkach bywa, z dużej chmury spadł niewielki deszcz. Krótko mówiąc, mecz rozczarował. Zarówno Orkan, jak i Skalnik/Bogdański podeszły do zawodów zachowawczo. Odnosiło się wrażenie, że wszystkie swoje poczynania podporządkowały jednemu celowi: nie przegrać, zachowując status quo. I zamierzenie zostało zrealizowane. Sprawiedliwy, sądząc po przebiegu wydarzeń na boisku, podział punktów zadowolił chyba wszystkich aktorów środowego widowiska.
W Tęgoborzy, w innej interesująco zapowiadającej się konfrontacji, naprzeciw siebie stanęły inne zespoły z czołówki. Rewelacyjnie spisujący się na wiosnę tamtejszy Hart nieoczekiwanie poległ w boju z Limanovią 1-3, przegrywając już nawet różnicą trzech goli. Porażkę swoich podopiecznych bardzo spokojnie przyjął Wojciech Zając, prezes Stowarzyszenia Tęgoborzan, organizacji sprawującej pieczę nad klubem.
- To jest tylko sport: raz się jest na wozie, innym razem jedzie się pod nim - z filozoficzną nutką powiada prezes. - Po serii naprawdę dobrych, w kilku przypadkach nawet zaskakująco dobrych występów, przyszedł czas na porażkę. Nie winię zawodników, zagrali z normalną ambicją. A że popełniliśmy błędy w obronie, nie wykorzystaliśmy kilku dogodnych sytuacji bramkowych? Cóż, takie "niedoróbki" zdarzają się najlepszym. Wypada tylko pogratulować rywalom zwycięstwa i liczyć, że niepowodzenie z Limanovią było tylko wypadkiem przy pracy.
Trzecioligowy finał
Złośliwy los skojarzył w półfinałowej parze rozgrywek o Puchar Polski na szczeblu okręgu nowosądeckiego dwie drużyny Sandecji. Trzecioligowcy stanęli naprzeciw swym kolegom klubowym z zespołu rezerwowego, występującego w lidze czwartej. Sensacji nie było. "Jedynka" wygrała 1-0, ale rywale nie ustępowali jej kroku. Najważniejsze, że obyło się bez złośliwości, kontuzji i nerwowej atmosfery, o czym najdobitniej zaświadcza zerowy bilans kolorowych kartoników.
Finałowym rywalem Sandecji będzie, zgodnie z przewidywaniami, Kolejarz, inny trzecioligowiec z naszego regionu. Mimo mocno eksperymentalnego składu, w którym po długiej, dziewięciomiesięcznej przerwie, spowodowanej kontuzją, na powrót pojawił się Dariusz Łukasik, stróżanie uporali się z Dunajcem. Wygrali 4-2. By być sprawiedliwym, trzeba zauważyć, że i nowosądeczanie wystąpili w zestawieniu odbiegającym od optymalnego.
Piłkarska środa przeszła do historii. Kibice nie mają jednak chwili wytchnienia. Już w dzisiaj, jutro oraz w niedzielę czekają ich kolejne emocje. Ligowa karuzela kręci się w tempie zaiste zawrotnym.
Daniel Weimer
"Dziennik Polski" 2006-05-12
Autor: ab