Wierzę w uczciwych złodziei
Treść
We wtorek około godz. 11 wracałam PKS-em z Piwnicznej do Nowego Sącza mówi Józefa Smoleń, prezes sądeckiego oddziału Stowarzyszenia Diabetyków. Oczywiście wiozłam w torebce niezbędny mi do życia gabinet medyczny, czyli mały glukometr, dozownik insuliny i zapas tego leku. To są rzeczy u mnie bardziej strzeżone niż portfel czy dokumenty. Gdy usłyszałam w autobusie głośne pytanie o znalezioną saszetkę, nawet nie pomyślałam, że to mogą być moje medykamenty dodaje. Dojechałam do Sącza, a po pół godzinie mam telefon ze szpitala, że ktoś odnalazł zestaw insulinowy z zapisanym numerem telefonu lekarza i jemu go oddał. Lekarz poznał, że to moja aparatura, więc szukał mnie, bym odzyskała zgubę przed kolejnym terminem pomiaru poziomu cukru i wstrzyknięciem insuliny. Mówiłam, mu, że zestawu nie zgubiłam, ale sprawdziłam w torebce. Rzeczywiście: nie małam sprzętu ani lekarstwa. Zaraz pojechałam taksówką po swoje życie. Przyszła mi do głowy refleksja, że nawet w złych czasach, jak dzisiejsze, ludzie mają sumienie, skoro nawet kieszonkowiec, który obrobił mnie w autobusie, okazał się uczciwy i oddał, co ukradł.
(SŚ)
"Gazeta Krakowska" 2005-03-10
Autor: ab