Wina za wycieraczką
Treść
Straż Miejska nie zamierza rezygnować z dotychczasowej formy powiadamiania kierowców o tym, że zostaną ukarani za parkowanie samochodu w niedozwolonym miejscu. Mimo precedensowego wyroku bydgoskiego sądu, który orzekł, że wkładanie korespondencji za wycieczarkę aut nie ma mocy prawnej, ponieważ polskie prawodawstwo nie przewiduje takiego sposobu informowania o popełnieniu wykroczenia.
Sędziowie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Bydgoszczy powołali się na fakt, iż ani kodeks administracyjny, ani cywilny nie uwzględniają takiego sposobu zawiadamiania kierowców o złamaniu przepisów.
Ponieważ dzieje się to pod ich nieobecność, tracą możliwość obrony swoich racji. Bezużytecznym kwitkiem jest też mandat włożony przez policjanta lub strażnika miejskiego za wycieraczkę, bowiem w myśl prawa zainteresowany winien dostać go do ręki i pokwitować odbiór.
Zdaniem Ryszarda Wasiluka, komendanta Straży Miejskiej w Nowym Sączu, w działaniach sądeckich strażników nie ma sprzeczności. Za wycieraczkę wkładane są bowiem jedynie wezwania do stawienia się w komendzie SM w związku z popełnieniem wykroczenia. Wyrzucenie takiego kwitu do kosza nie oznacza oczywiście konsekwencji prawnych. Trzeba jednak wiedzieć, że Straż Miejska i tak dotrze do sprawcy wykroczenia.
- Strażnicy notują numery rejestracyjne pojazdu i na ich podstawie ustalany jest adres kierowcy - mówi Ryszard Wasiluk. - Wtedy, za pośrednictwem poczty, zawiadamiamy kierowcę o tym, że parkował w niedozwolonym miejscu i prosimy, by stawił się u nas w konkretnym dniu o konkretnej godzinie. Jest to już właściwa forma poinformowania zainteresowanego o popełnieniu przez niego wykroczenia.
Komendant Wasiluk podkreśla, że jak dotąd zdecydowana większość kierowców stawiała się na wezwanie na podstawie kartki wetkniętej za wycieraczkę. Mogą wtedy skonfrontować swoje zdanie na temat parkowania z funkcjonariuszem, który to wezwanie podpisał. Taka wizyta w siedzibie Straży Miejskiej nie zawsze kończy się mandatem. Często kierowca zostaje jedynie pouczony, by w przyszłości nie pozostawiał samochodu na zakazie. Grozi za to punkt karny oraz mandat w wysokości 100 zł. W sytuacjach nie budzących wątpliwości, bez mandatu się jednak nie obejdzie. Tylko od stycznia do końca kwietnia ukarano nimi 577 kierowców, co dało w sumie ponad 50 tys. zł wpłaconych do kasy miasta.
(SZEL)
"Dziennik Polski" 2005-06-22
Autor: ab