Wściekłość i frustracja
Treść
Nie udała się wyprawa zespołowi AZS Beskid WSB-NLU do Krakowa. Mimo ambitnej postawy, sądeczanki przegrały jedną bramką i to na kilkadziesiąt sekund przed końcem meczu.
- Jestem po prostu wściekły, bo mogliśmy zremisować - mówił trener Beskidu Jacek Gomulec. - Mecz od początku był wyrównany. Żadnej z drużyn nie udawało się uzyskać większej przewagi. Graliśmy nieźle, choć brakowało nieco szczęścia. Stąd np. niewykorzystane cztery rzuty karne. Inna sprawa, że z gorączką grała Kamila Szczecina, której się nie udało zdobyć bramki. Przy jej normalnej dyspozycji mogliśmy się pokusić o zwycięstwo.
Jeszcze na kilkadziesiąt sekund przed końcem meczu był remis 26-26.
- Po akcji AZS Kraków piłka odbiła się od ręki naszej zawodniczki, trafiła w poprzeczkę, plecy Magdy Nosal i wpadła do siatki - dodał Jacek Gomulec. - Krakowianki objęły prowadzenie 27-26. Beskid przeprowadził kontrę. Do rzutu wyskoczyła Dąbrowska i piłka wylądowała w siatce. W tym momencie w polu bramkowym stała Studzińska. Zawodniczki AZS ruszyły do środka boiska, uznając, że padła bramka. Tymczasem sędzia odgwizdał błąd w ataku, a nie np. obronę w polu i rzut karny. Byliśmy zupełnie zaskoczeni. Cóż, tak bywa w naszej dyscyplinie.
Beskid w dalszym ciągu zajmuje trzecie miejsce od końca, mając na koncie tylko 7 punktów. Do końca rozgrywek jest jeszcze 8 kolejek. W sobotę spotka się z Olimpią. Poprzedni mecz wygrała drużyna Jacka Gomulca.
(JEC)
"Dziennik Polski" 2006-02-08
Autor: ab