Z drugiej ręki
Treść
NOWY SĄCZ. Czy problem braku mieszkań komunalnych mógłby rozwiązać ich zakup na rynku wtórnym? Niektórzy z sądeckich radnych uważają, że to najtańszy sposób na pozyskanie nowych lokali. Według wiceprezydent Zofii Pieczkowskiej, lepszym rozwiązaniem jest budowa bloków socjalnych
W Nowym Sączu w zasobach miasta są 1244 mieszkania komunalne i socjalne. Wszystkie są zajęte. W kolejce na nowe czeka 400 osób, w tym ponad sto z wyrokami o eksmisji z prawem do lokalu socjalnego. Tymczasem w budowie jest tylko jeden blok socjalny przy ul. 29 listopada z 43 mieszkaniami. Były plany budowy większej ilości mieszkań, ale Rada Miasta Nowego Sącza sprzeciwiła się inwestowaniu pieniędzy w bloki komunalne.
- Drożej jest wybudować nowe mieszkanie, niż kupić je na wtórnym rynku - uważa Maciej Kurp, radny miejski. - Wznoszenie bloków nie jest jedynym sposobem na pozyskanie nowych lokali dla miasta. Warto zastanowić się nad tym, czy nie bardziej sensownie byłoby wykorzystać nadarzające się okazje - mówi.
Józef Hojnor, przewodniczący Komisji Infrastruktury Rady Miasta uważa, że miasto powinno np. skorzystać z możliwości zakupu mieszkań, które zwalniają się w spółdzielniach mieszkaniowych.
Grodzka Spółdzielnia Mieszkaniowa za każdym razem, gdy odzyskuje lokal, ogłasza przetarg. Nie ma problemu z jego zbyciem.
- Proponowaliśmy, by miasto zasiedliło kilka mieszkań lokatorami z zasobów komunalnych, w zamian chcieliśmy do dyspozycji lokal socjalny do eksmisji, bo lokatorzy z wyrokami eksmisyjnymi z prawem do lokalu socjalnego generują coraz większe długi i stanowią dla spółdzielni problem - informuje Piotr Polek, prezes GSM. Rozmowy nie przyniosły efektu, ponieważ wśród oczekujących na mieszkanie z zasobów komunalnych nie było chętnych na przeprowadzkę.
- Odpowiedzieliśmy na propozycję Grodzkiej, ale osoby, które czekają na przydział lokalu komunalnego, mają zbyt niskie dochody, by stać ich było na wniesienie wymaganego wkładu do spółdzielni - mówi Zofia Pieczkowska, wiceprezydent Nowego Sącza.
Jej zdaniem, miasto nie może być członkiem spółdzielni. Tymczasem w GSM poinformowano nas, że nie ma żadnych przeszkód, by osoba prawna, a taką jest miasto, nabyła członkowskie prawa. Musi tylko wykupić pięć udziałów, zamiast jednego, jak osoba fizyczna. Są one zwrotne w razie rezygnacji z członkostwa. Powyższa zasada nie obowiązuje, gdy miasto kupi mieszkanie od osoby prywatnej, która miała mieszkanie własnościowe.
- Miasto może też kupić lokal od dewelopera albo od osoby fizycznej. Takie rozwiązanie powinno być dawno przyjęte, jednak pani wiceprezydent upiera się przy budowie bloków. Ja zawsze powtarzam, żeby napić się piwa nie trzeba budować browaru! - mówi radny.
Dodatkowym argumentem za takim rozwiązaniem jest cena lokalu mieszkalnego "z drugiej ręki", która wynosi w Nowym Sączu od tysiąca do 1,2 tys. zł za metr kwadratowy.
- Kupowanie pojedynczych mieszkań w blokach nie jest rozwiązaniem - uważa wiceprezydent Pieczkowska. - Tym bardziej, że cena za metr na rynku wtórnym nie jest o wiele niższa niż ta, którą płacimy budując własny obiekt. W bloku przy ul. 29 listopada cena metra kwadratowego wynosi 1,5 tys. zł - wylicza.
Cały blok socjalny, który będzie oddany do użytku w tym roku, ma kosztować 2,59 mln zł. Niska cena za metr kwadratowy (dokładnie 1499 zł) nie obejmuje jednak kosztów projektu, wartości działki i jej uzbrojenia. Gdyby uwzględnić te wartości, cena metra byłaby wyższa.
Blok jest zaprojektowany tak, by zminimalizować koszty jego budowy.
- Takie były wymogi pilotażowego programu budowy domów socjalnych, prowadzonego przez Ministerstwo Infrastruktury.
Program polega na tym, że samorządy wznoszą bloki socjalne według określonych parametrów. Zasada jest taka, że nie mogą to być slumsy na obrzeżach, ale też nie ma w budynku żadnych luksusowych wykończeń - mówi Leszek Boryś z Wydziału Inwestycji Miejskich.
Jeśli blok spełni wymogi programu, miasto może dostać refundację do 35 proc. poniesionych kosztów z Funduszu Dopłat, ulokowanego w Banku Gospodarstwa Krajowego.
Klucze do nowych mieszkań socjalnych w tym bloku odbierze 43 lokatorów. To nie rozwiązuje problemu. Zdaniem radnego Hojnora, miasto powinno zainteresować się także zinwentaryzowaniem posiadanych mieszkań komunalnych. - Już dziś mógłbym wskazać około dwudziestu lokali niezamieszkanych, albo podnajmowanych komuś przez lokatora, który np. wybudował sobie dom. Takie mieszkania należałoby odzyskać i przekazać ludziom, którzy sobie w życiu nie radzą i potrzebują pomocy miasta - mówi radny.
Jednak najtańszym i najszybszym sposobem na pozyskanie lokali dla miasta jest rynek wtórny.
- Nie jest to dzisiaj dobre rozwiązanie, zwłaszcza przy deklarowanych zamiarach rządu wspomagania budownictwa komunalnego i rodzinnego - uważa wiceprezydent Pieczkowska.
(MONK)
"Dziennik Polski" 2006-03-16
Autor: ab