Zanim urna wyprze trumnę
Treść
Kurczy się teren przeznaczony na grzebanie zwłok w Nowym Sączu. Szumne plany nowego cmentarza przy ulicy Jagodowej zatopiły występujące tam płytko wody gruntowe. Urząd Miasta podjął działania, by rozbudować nekropolię na Gołąbkowicach. Zakład Pogrzebowy rozważa możliwość budowy katakumb - ścian do chowania urn.
Cmentarz Komunalny przy ul. Rejtana jest zapełniony do ostatniej mogiły. Grzebie się tam zmarłych tylko w rodzinnych grobowcach. Część cmentarza pod drugiej stronie Dunajca na Helenie jest także komunalna. Próbowano ją poszerzyć o dwie działki. Jedna jest jednak położona za blisko domów mieszkalnych, druga za wąska. Po protestach mieszkańców, skończyło się na niczym. Jedynym miejscem, o którym można myśleć z perspektywą dalszych lat, jest najgorzej ze wszystkich usytuowany cmentarz w Gołąbkowicach. Najgorzej, bo na stromym wzniesieniu. Groby kopane są niemal jeden nad drugim. Kilka lat temu, podczas jednej z powodzi, ze stromego stoku zsuwały się nagrobne płyty.
- Mamy jeszcze wolny teren - informuje Anna Liszka, kierownik Zakładu Pogrzebowego, który w ramach firmy "Sita" ma dziesięcioletnią umowę z miastem na utrzymanie cmentarzy. Umowa wygasa za dwa lata. - Każdemu, kto się do nas zwróci, zapewniamy pochówek bliskich mu zmarłych.
W skali miasta to jednak zbyt mało. Tym bardziej, że upadła lansowana w poprzedniej kadencji samorządowej koncepcja budowy wielkiej nekropolii na Helenie przy ulicy Jagodowej. Były już konkretne plany, przedstawiane m.in. publicznie w galerii MBWA pod Jagiełłą.
- Nic z nich nie wyszło. Okazało się po badaniach geologicznych, że poziom wód gruntowych jest zbyt wysoki, w kopanych dołach grzebalnych stałaby woda - powiedział nam dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Lech Traciłowski. - Pomysł lokalizacji nowych miejsc pochówku w Zabełczu też okazał się chybiony, gdyż tam znów zbyt płytko są skały. W Gołąbkowicach jest szansa powiększenia istniejącego cmentarza o działki na łagodnie opadającym stoku, wzdłuż ulicy Lwowskiej. Mamy co do tego terenu przychylne oceny geologiczne. Jesteśmy po rozmowach z właścicielami, którzy w większości zgadzają się odsprzedać miastu grunty. Oczywiście trzeba by na to zarezerwować pieniądze w budżecie. Obecnie czekamy na ekspertyzę oddziaływania na środowisko takiego poszerzonego cmentarza.
Sytuację w jakiś stopniu rozwiązałyby kremacje. Jednak ten obyczaj w naszym regionie nie jest jeszcze zbyt popularny.
- Mamy tylko pojedyncze przypadki kremacji. W ten sposób pochowano niedawno aktorkę Zofię Rysiówną. W większych miastach ludzie się z tym już oswoili. U nas jeszcze nie - uważa Anna Liszka. - Ten rodzaj pochówków będzie jednak coraz bardziej popularny. Zastanawiamy się więc nad postawieniem katakumb - ściany, w której można by gromadzić urny. Być może nawet na starym cmentarzu komunalnym przy Rejtana. Koszt kremacji jest porównywalny do tradycyjnego pogrzebu.
W razie potrzeby zwłoki do spalenia wożone są do Rudy Śląskiej. Bliżej nieco jest krematorium na Słowacji, pod Koszycami. Decyduje jednak wzgląd rodzimej usługi.
Nie lepsza jest sytuacja na cmentarzach administrowanych przez nowosądeckie parafie. Z ogromnymi kłopotami boryka się na przykład proboszcz w Zawadzie, gdzie też praktycznie brakuje miejsca na nowe groby.
(WCH)
Ojciec Józef Birecki, proboszcz parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Nowym Sączu:
- Jaki jest stosunek Kościoła do kremacji zwłok?
- Nie ma żadnych przeciwwskazań. Kościół nie ma tym względzie żadnych wątpliwości, pod warunkiem, że nie zostaje naruszona godność zmarłego. W Nowym Sączu rzeczywiście kremacja zdarza się jeszcze bardzo rzadko. Wiem, jak to odbywa się na przykład we Wrocławiu, na Psim Polu. Uroczystość pogrzebowa ma miejsce w kaplicy cmentarnej przy trumnie ze zwłokami. Później odbywa się spalenie zwłok razem z trumną. Po mniej więcej trzech godzinach rodzina otrzymuje urnę. Bywa, że jest ona chowana obok rodzinnego grobu, na głębokości metra. Na Zachodzie są już do tego celu stosowane specjalne trumny, bardzo lekkie, bez gwoździ, by nie zostawiały po spaleniu tego typu resztek. We Wrocławiu prochy składają do grobów, nie ma tam specjalnej ściany z pojemnikami na urny, ale słyszałem również o takich. Natomiast, nie znam przypadków, by rodzina na stałe zabierała prochy do domu. Przewożąc z miejsca na miejsce, czasowo, owszem. W każdym razie, Kościół taki rodzaj pochówku traktuje na równi z tradycyjnym. (WCH)
"Dziennik Polski" 2005-01-10
Autor: kl