Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Żegnaj Horacy!

Treść

Jacek Chmielnik, znakomity aktor filmowy, teatralny i telewizyjny, reżyser, który zmarł tragicznie w minioną środę w swoim domku letniskowym w Suchawie koło Włodawy, trzy lata temu był owacyjnie przyjmowany przez publiczność Europejskiego Festiwalu im Jana Kiepury. Z jego nazwiskiem wiązały się dwa spektakle. "Dawno na Festiwalu im. Jana Kiepury nie widziano "Zemsty nietoperza" przygotowanej z takim świeżym humorem, urzekającej barwnymi baletami i świetną grą solistów. A taka jest ta operetka wyreżyserowana przez Jacka Chmielnika dla Gliwickiego Teatru Muzycznego" - napisaliśmy w "Dziennikowej" recenzji. I dalej czytamy w niej: "Jacka Chmielnika znamy jako solidnego aktora. Ma w swoim dorobku ponad 40 ról teatralnych, był też reżyserem przeszło 20 przedstawień na różnych scenach w całej Polsce. Zapadły nam też w pamięć jego filmowe kreacje w filmach "Vabank" i Kingsajz" Juliusza Machulskiego oraz "Między ustami a brzegiem pucharu" Zbigniewa Kuźmińskiego. Każdy, kto ogląda telewizyjny teleturniej "Kochamy polskie seriale" wie, że jego gospodarz ma świetne poczucie humoru. Ma też dobre wyczucie smaku, żeby z dobrej komedii nie przedostać się do krainy kiczowatej, prymitywnej farsy. Operetkę bardzo łatwo można właśnie sprowadzić do takiego wymiaru. Jacek Chmielnik, który współpracuje z Gliwickim Teatrem Muzycznym od kilku lat, zrobił spektakl zabawny i radosny, ale też inteligentny, z celnymi odniesieniami do współczesności. Wykorzystał do tego celu świetny przekład libretta (Carla Haffnera i Richarda Genee) dokonany przez mistrza Juliana Tuwima. Wprowadził do niego trochę modyfikacji. Do tego zebrał zespół w większości młodych wykonawców, bardzo dobrych solistów. Oparł się na barwnej scenografii Jerzego Boducha i pięknych strojach zaprojektowanych przez Zofię de Ines. Do tego znakomity balet, który potrafi śpiewać i chór, który doskonale tańczy oraz orkiestra dyrygowana przez Tomasza Biernackiego. A wszystko to w najsłynniejszej operetce Johanna Straussa poprowadzone zostało przez reżysera sprawną rękę, podporządkowane widowni, co nie zawsze jest regułą. Mamy więc świetne tempo akcji, do tego potrzebną w tym gatunku autoironię. Nikt tu nie udaje śmiertelnej powagi wynikającej z intryg miłosnych. Publiczność od początku wie, że to tylko pretekst, żeby się zabawić, pośmiać, posłuchać pięknej muzyki, słynnych arii, zobaczyć żywiołowe tańce". A kilka dni później Jacek Chmielnik wystąpił u boku Grażyny Brodzińskiej w jednej z głównych ról w musicalu "Hello, Dolly" Jerrego Hermana. Oboje stworzyli do dziś wspominane w Krynicy kreacje. Tak wtedy napisaliśmy w "DzP": "Jego Horacy Vandergelder to współczesny pseudobiznesmen, oszukujący pracowników, dusigrosz i cynik, ale pokazany z charakterystycznym dla tego twórcy humorem i dowcipem. Związany z Krakowem aktor musiał też skonfrontować się z mistrzami, którzy śpiewali tytułową piosenkę "Hello, Dolly". "Chrypliwa" piosenka Louisa Armstronga jest uważana za wzór. Ten utwór wspaniale wykonywali też m. in.: Ella Fitzgerald, Judy Garland, Liza Minnelli i Frank Sinatra. Chmielnik nie naśladował nikogo, przedstawił swoją nader solidną wersję tego dzieła". W październiku ub. r. ten sam spektakl z przyjemnością obejrzeli i burzliwie oklaskiwali sądeczanie w ramach Wieczorów Małopolskich w MCK "Sokół". Aż trudno uwierzyć w tym, że Jacek Chmielnik, wspaniały artysta i cudowny człowiek, który mógłby swoją energią i radością życia obdzielić kilka osób, nie stworzy już żadnej roli, nie wystawi na scenie żadnej sztuki. Cóż, tak chciał los. Piotr Gryźlak "Dziennik Polski" 2007-08-27

Autor: wa